• Wpisów:34
  • Średnio co: 48 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 15:26
  • Licznik odwiedzin:4 578 / 1715 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Nie będę już pisać tego opowiadania, zakończyłam je na 30 częściach.
Mam nadzieję, że się podobało Dziękuję wszystkim, że byliście i czytaliście

Niedługo może zacznę pisać kolejne opowiadanie, ale co do tego pewności nie mam.

Pozdrawiam
 

 
30 października - środa. Kilkanaście minut po zakończeniu dyskoteki szkolnej.

Zatrzymaliśmy się przy starym dębie
- Przepraszam, to wszystko głupio wyszło. Pojawiłem się w beznadziejnym momencie, no i jeszcze ta karteczka. Przepraszam Cię Madziu.
- Nic się nie stało. Ta karteczka... To było naprawdę bardzo miłe, gdy ją znalazłam pierwszy raz od zerwania z Adamem się uśmiechnęłam. Przedtem nie wyobrażałam sobie bez niego życia, a teraz... nawet nie chcę mieć z nim nic wspólnego! Może to głupie, bo nie wiemy o sobie praktycznie nic, ale cię kocham.
- W takim razie... zostaniesz moją dziewczyną? - zaproponował.
Na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
- Tak. Niczego więcej nie pragnę.
On również się uśmiechnął i pocałował mnie.
Wiedziałam, że jesteśmy dla siebie stworzeni! Nie czułam tego od dłuuuugiego czasu.
Przez głowę przeszły mi myśli o innych chłopakach, którzy pojawili się w moim życiu... Najpierw Kacper (moja miłość z podstawówki, której jak się okzało ja też byłam miłością), potem Tomek (zachłanny idiota, kuzyn koleżanki mojej siostry, który dla mnie przepisał się do mojej szkoły), następnie Adam ( chłopak, którego nigdy nie zapomnę, bo dał mi tak wiele do zapamiętania! Już go nie kochałam, ale i tak będę o nim pamiętać, po mimo, że tak wiele razy mnie zranił), potem był Hubert (kolega z podstawówki, który był we mnie zakochany przez kilka dobrych lat, a ja dowiedziałam się o tym dopiero w gimnazjum, nienawidziłam go szczerze przez to, że zniszczył mój związek z Adamem), następnie Damian (wyznał mi miłość na dyskotece... byłam w stosunku do niego bardzo chamska, ale nie mogłam postąpić inaczej. Wiem, że muszę go przeprosić i zrobię to jak najszybciej.) no i Daniel (chłopak dla, którego oddałabym wszystko! Moja miłość na zawsze. )
To był koniec dłuuugiego rozdziału w mojej miłosnej książce życia, ale i początek kolejnego rozdziału - o miłości mojej i Daniela. Miejmy nadzieję, że ze szczęśliwym zakończeniem...



KONIEC.
  • awatar Ƥãƞďâ ღ: ej. ej. ej. JA SIE NIE ZGADZAM ? EJ JAK TO KONIEC ._. EJ WEŹ NO NIE masz natychmiast zacząć jakieś nowe :C !
  • awatar rastamankaa1: świetny blog <3 zapraszam + liczę na komentarz do najnowszego wpisu ;*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
30 października - środa. Dyskoteka szkolna.

Piosenka się skończyła, a my dalej się całowaliśmy...
To było takie piękne!
Zakochałam się w Danielu na maksa i nie żałuję!
Był taki słodki i wrażliwy, nie taki "dziki" i śmiały jak Adam. Był od niego zupełnie inny, ale to dobrze.
Do Adama nigdy nie pasowałam. Strasznie się różniliśmy i nie za bardzo dogadywaliśmy.
Myślę, że z Danielem będzie inaczej. Tylko ciekawe czy będę z nim chodzić... Kto wie, to się jeszcze zobaczy. Mam tylko nadzieję, że tak, bo teraz wiem, że go kocham.
Po pocałunku jeszcze trochę tańczyliśmy. Widziałam wtedy złość w oczach Adama, ale nie przejmowałam się tym. Natychmiastowo odwróciłam od niego wzrok i spojrzałam prosto w duże, brązowe, lśniące oczy Daniela. Niczego więcej do szczęścia nie potrzebowałam!
W sumie to było trochę dziwne, bo dopiero co go poznałam, a już go kocham... Nie wiem czy to możliwe, ale myślę, że tak! Kocham Daniela!

Gdy piosenka się skończyła wyszliśmy na zewnątrz. Gdy szliśmy razem panowała cisza. Chyba w tym momencie ani ja ani on nie chcieliśmy nic mówić. Po prostu szliśmy przed siebie.
Nagle zauważyłam, że pod szkołą stoi smutny Adam, w kapturze. Mało mnie już obchodził. Miałam Daniela, kochałam go i to mi wystarczało.
W jednej chwili Adaś podszedł do nas.
- Kocham cię Magda i zawsze cię kochałem. - powiedział z łzami w oczach.
Nie wiedziałam już co o tym myśleć, on mnie niby kochał?! On co tyle razy mnie ranił? To przez niego przepłakałam wiele nocy i nie spałam.
- Jak to mnie kochasz? - powiedziałam wręcz krzykiem.
- Ten sms to... On był impulsem. Po prostu spodobała mi się taka jedna dziewczyna, mówiła, że chciała ze mną być itp. Była taka idealna! Ale mnie wykorzystała... Chodziło jej o moją kasę, nic więcej. A teraz wiem, że to ty jesteś prawdziwym ideałem i, że to z tobą pragnę być do końca życia! - powiedział Adam i spojrzał na mnie prosząco.
Nie powinien tego mówić, szczególnie przy Danielu, no ale okej...
Oczywiście Daniel się trochę zdenerwował jego słowami i przytulił mnie do siebie.
Chyba przez te wszystkie wyznania stałam się twardsza i silniejsza. Byle co mnie już nie rusza. Miałam go gdzieś.
- Za dużo mnie to kosztowało. - powiedziałam, chwyciłam za rękę Daniela i szybkim krokiem odeszliśmy.
Widać było, że Adam był niezadowolony.
Potem jeszcze minęliśmy Tomka, Huberta, a no i Damian, którym złamałam serca. Ale trudno. Wiem, byłam chamska, ale inaczej nie potrafiłam.
Chciałam być szczęśliwa, a z nimi by mi się to nie udało.
 

 
- Czyli ty napisałeś tę karteczkę?! - zapytałam zdenerwowana.
- Ale jaką karteczkę, o co chodzi? - odpowiedział pytaniem.
- Czyli to nie ty? Nie ważne o co chodzi. - odrzekłam szorstko. Wiem byłam wredna, ale miałam już dosyć tych wrażeń jak na jeden dzień. - Przepraszam Cię, ale nie mam jak na razie głowy do tej całej "miłości".
Odeszłam i usiadłam na podłodze, w kącie sali.
Wiem zraniłam go. Taka jest moja "long love story" chyba już bez szczęśliwego zakończenia. Zawsze mam pecha.
Wiem, jestem idiotką, bo nie powiedziałam mu czegoś na pocieszenie, ani nic. Ale nie mogłam. Po raz kolejny wszystko się wali!
Przesiedziałam sama, cała we łzach przez kilka następnych piosenek.
Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Moich przyjaciółek nie było, nikt mnie nie pocieszył. Siedziałam pod ścianą, przygnębiona, z opuchniętą od łez twarzą patrząc
na całujące się i przytulające na parkiecie pary. Moje życie było takie trudne!
Po chwili muzyka cichnie, słychać DJ'a:
- I jak się bawicie? - zapytał wesołym głosem.
Ani mi się śniło odpowiadać, wszyscy oczywiście krzyknęli "taaak!"
Ja jakoś nie miałam na to siły.
- W takim razie macie ostatnią szansę na zabawę, mamy już 20:55 - DJ kontynuował. - teraz... ostatnia piosenka dla zakochanych! - powiedział i puścił wolną balladę.
To akurat sobie potańczyłam!
Nie wytrzymałam! Wstałam, otarłam łzy i podeszłam do ławki gdzie siedział przez całą dyskotekę Adaś.
- To ty napisałeś tę kartkę?! - wykrzyknęłam.
- Jaką kartkę, o co ci chodzi? - Adam spojrzał na mnie jak na wariatkę.
- Czyli to nie ty... - powiedziałam z rozpaczą, a z oczu poleciała mi łezka.
Nagle poczułam, że ktoś dotknął moich pleców. Odwróciłam się, aby zobaczyć kto to i co ode mnie chce. Nie byłam teraz totalnie w nastroju!
- To ja napisałem ten liścik, Madziu... - odrzekł chłopak.
Z oka znów poleciała mi łezka. Znałam tego chłopaka tylko z widzenia. Był ode mnie o rok starszy. Był bardzo przystojny i widać wrażliwy. Wydawało mi się, że miał na imię Daniel.
- Czemu płaczesz? - zapytał troskliwie.
- Bo jestem żałosna, głupia, dziwna... - zaczęłam mówić z łzami w oczach, lecz on przerwał mi namiętnym, najbardziej romantycznym i bajecznym pocałunkiem jakiego kiedykolwiek doświadczyłam.
  • awatar My love story † ♥: @Ƥãƞďâ ღ: tak przed Adamem......... Cieszę się, ale już niedługo kończę z tym opowiadaniem :) Jeszcze 1 lub 2 części i KONIEC ;)
  • awatar Ƥãƞďâ ღ: Znowu Tomek ? A ona się całuje tak po prostu przed Adamem ? Okok, znów ktoś jej wyznaje miłość. Ale, jest okej, czekam na więcej !
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
30 października - środa. Dyskoteka szkolna.

Weszłam na salę gimnastyczną i zaczęłam rozglądać się do okoła.
W kącie zobaczyłam sylwetkę Adama. Siedział na ławce, na rogu sali ze spuszczoną w dół głową. Dziwne, bo zawsze szalał na parkiecie... Teraz był bardzo smutny.
' To on napisał Ci tę karteczkę... Kocha Cię... - takie między innymi myśli przechodziły mi przez głowę, ale nie mogłam się dać manipulować własnym myślom. - Niech się dzieje co chce! - stwierdziłam i ruszyłam w stronę przyjaciółek '
Dziewczyny przywitały mnie z radością i zaczęłyśmy tańczyć. B
Bawiłam się wspaniale!
Oczywiście nie zapominałam o Adamie, cały czas na niego zerkałam.
Po kilku piosenkach pod pretekstem zmęczenia zeszłam z parkietu i usiadłam na ławce, ok. metr od Adasia.
- Hej. - powiedziałam. Chyba muzyka była za głośna i mnie nie usłyszał więc powtórzyłam ponownie. - Hej. - powiedziałam i uśmiechnęłam się szczerze.
- Cześć. - mówił wpatrzony w podłogę.
A jeśli to naprawdę on napisał tę kartkę?! Może chciał wszystko naprawić? Może... było mu przykro i znów chciał ze mną być?! Niewykluczone, że dlatego tak nieśmiale się zachowywał. No i był smutny, a to też był jakiś znak. Tak przynajmniej myślałam...
- Wszystko okej? - zapytałam.
- Tak. - odpowiedział szorstko gapiąc się bezczelnie w ścianę. Ani razu nie podniósł na mnie wzroku. Coś było nie tak.
Miałam go dosyć! Dlaczego on mnie tak traktował?!
Nagle podszedł do mnie koleś z 3 klasy i pyta czy zatańczymy. TO była szybka piosenka, nie żaden wolny taniec więc się zgodziłam. Znałam go. Nazywał się Damian. Był całkiem przystojny, lecz nie za bardzo zwracałam na niego uwagę.
Przetańczyłam z nim piosenkę, nawet nie było tak źle, całkiem dobrze tańczył. Po skończonym utworze podziękowałam mu i zaczęłam odchodzić. Chłopak jednak złapał mnie za rękę.
- Poczekaj, proszę. - powiedział i uśmiechnął się nadal mocno trzymają w swojej dłoni moją. - Zatańczysz ze mną jeszcze jeden raz?
- Ok. - powiedziałam.
Nie miałam nic do stracenia. Może akurat Adam nas zobaczy i będzie zazdrosny? Nigdy nie wiadomo.
' Oby to nie był wolny, błagam nie wolny' - powtarzałam ciągle w myślach. Nie chciałam tańczyć z Damianem przytulanki... To taniec dla zakochanych, a on nawet mi się nie podobał!
No i wykrakałam! WOLNY.
- Wiesz, Damian... - zaczęłam mówić. - Nie mam ochoty na przytulankę.
- Proszę cię, to tylko jeden taniec. Zrób to dla mnie.
Nagle coś zaczęło mi świtać. To On podłożył mi tą karteczkę? Co to miało znaczyć. Tysiące myśli przewijało mi się przez głowę... Nie wiedziałam co mam robić.
- No dobrze. - odpowiedziałam niezdecydowanie.
On popatrzył się na mnie, a ja odwróciłam wzrok.
- Muszę Ci coś powiedzieć. - wyszeptał.
Nie wiedziałam co robić. Byłam bardzo zdziwiona, ale pozostało mi tylko czekać. A więc czekałam na jego dalsze słowa...
- Kocham Cię. - powiedział, uśmiechnął się i popatrzył mi prosto w oczy.
Zaniemówiłam.
  • awatar My love story † ♥: @Ƥãƞďâ ღ: To jest LONG LOVE STORY :) Bywa... C;
  • awatar Ƥãƞďâ ღ: Jedno mi się nie podoba - za DUŻO chłopaków mówi jej że ją kocha. A co z Tomkiem ._. ? Albo Hubertem ? Dobra, ide czytać następny rozdział i napisze czy mi się podobało <3 XD
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Podeszłam do mojej szafki, a gdy ją otworzyłam wypadła z niej niewielka karteczka. Postanowiłam zobaczyć co jest na niej napisane.
Byłam bardzo zaskoczona...
Ponieważ dalej kochałam Adama, miałam małą nadzieję, że to od niego, ale nie chciałam oszukiwać się za bardzo.
'Okej. Idę na tę dyskotekę! - powiedziałam sobie w myślach. - W końcu co mi szkodziło? Dla kogoś to jest chyba ważne... Więc pójdę! '
Odłożyłam karteczkę i uśmiechnęłam się pierwszy raz od długiego czasu.
Postanowiłam iść do przyjaciółek i zawiadomić je o tym, że jednak idę.

Czekając na autobus, tuż po szkole zastanawiałam się w co ja tak właściwie mam się ubrać na tę dyskotekę, żeby wyglądać jako tako...
W końcu jeśli tę karteczkę napisał Adaś, to muszę wyglądać dla niego pięknie.
A jeśli to nawet nie on to muszę ubrać się dosyć ładnie dla tego kto to napisał, ale dla Adama też. W końcu może sobie o mnie przypomni gdy zobaczy mnie na parkiecie z innym. No... mam przynajmniej taką nadzieję.

Wróciłam do domu i szybko otworzyłam szafę. Ponad pół godziny zajęło mi wybieranie ciuchów, kosmetyków i biżuterii, w jakich pójdę na dyskotekę.
Wreszcie wybrałam jakiś komplet... Powinien spodobać się Adamowi.
Wskoczyłam szybko pod prysznic, żeby się odświeżyć, później zaczęłam prostować włosy, chciałam żeby wyglądały nienagannie. Potem zrobiłam sobie makijaż i założyłam ubrania.
W sumie to wyszło całkiem fajnie.
Była 16:30! A dyskoteka zaczyna się o 17! Musiałam się pośpieszyć, aby na nią zdążyć. A miałam się jeszcze uczyć na sprawdzian z matmy i zrobić zadanie z polaka i angielskiego... Bo akurat zrobię!
Z tą myślą szybko chwyciłam torbę i wsiadłam do auta.
Za 7 minut byłam już w szkole. Zabawa się zaczynała, a ja, jak skończona idiotka jak najszybciej chciałam znaleźć Adama. Myślałam, że jak mnie zobaczy to może się uśmiechnie i powie, że od niego była ta karteczka. Jeśli nie to może znajdę w tłumie chłopaka będącego nadawcą tego liściku, w razie gdyby nie był nim Adam.
Szłam wolnym krokiem na salę gimnastyczną. Miałam dobre przeczucia.
 

 
28 października - poniedziałek.

Za jeden dzień minie dwa tygodnie od kiedy Adam zerwał ze mną.
Od tamtego czasu gadałam z nim trochę w szkole, ale takie "rozmowy" były totalnie sztuczne. Nie wiedziałam w sumie o czym mam z nim gadać. Może o pogodzie?!
Przyznam szczerze, przez te dwa tygodnie chodziłam smutna i "bez życia", nic nie miało sensu... Byłam strasznie zła. W końcu tak wiele pięknych chwil spędziłam z Adamem, a on w jednej chwili zerwał ze mną przez sms'a...
Nie wiedziałam co ze sobą zrobić... Wszystko się waliło!

30 października - środa.
Był szary poranek, taki jak co dzień gdy szłam do szkoły.
Zabawne jest to, że gdy byłam z Adamem każdy poranek wydawał mi się piękny, uroczy i taki kolorowy! Wtedy cały świat był dziełem sztuki! Czymś ślicznym i niezwykłym. Nie tak jak teraz...
Po wejściu szkoły ze smutnym wyrazem twarzy przechadzałam się po dość pustym szkolnym korytarzu. Nie było wielu ludzi, ponieważ została jeszcze godzina do rozpoczęcia lekcji. Nie wiem czemu przyszłam tak wcześnie.
Przechodząc obok pokoju nauczycielskiego zauważyłam duży plakat na tablicy ogłoszeń, który przykuł moją uwagę:
'-O nie! - pomyślałam sobie po przeczytaniu tekstu. -Kolejna dyskoteka... '
Na tej ostatniej było najlepiej! W kółko tańczyłam przytulanki z Adamem, a przy szybkich piosenkach bawiłam się z przyjaciółmi.
Na na pójście tę dyskotekę nie miałam najmniejszej ochoty. To nie miałoby sensu...
Weszłam na górę i spotkałam przyjaciółki, które zachwycały się tym, że wtorek jest dyskoteka. Dziewczyny były szczęśliwe, bo miały nadzieję, że ich ukochani wreszcie poproszą ich do tańca...
Gdy oświadczyłam im, że nie idę na dyskotekę były na mnie bardzo złe i próbowały mnie przekonać, żebym jednak na nią poszła. Ja nie chciałam... One się obraziły, w sumie to nie wiem czemu...
 

 
15 października - wtorek.

Po tym romantycznym pocałunku byliśmy ze sobą jeszcze długo, długo...
Do końca roku szkolnego...
I całe wakacje... Przeżywaliśmy przeróżne przygody, on robił wszystko, abym się uśmiechnęła, gdy byłam smutna i czynił mnie szczęśliwą osobą. Chodziliśmy na romantyczne spacery przy gwieździstym niebie i świetle księżyca... Było cudownie! Nigdy nie czułam się taka szczęśliwa.
A my nadal jesteśmy razem, a nasza miłość kwitnie. Jest wspaniale!
Dzisiaj jak co dzień byliśmy na spacerze o szkole, on rozbawiał mnie swoimi dowcipami, a ja się śmiałam. Było idealnie, jednak musieliśmy po kilkudziesięciu minutach się rozstać, bo mieliśmy jutro ważny sprawdzian i ani ja ani on nie chcieliśmy go zawalić.
- Pa Madziu. Do jutra. - powiedział i pocałował mnie w czoło. - Będę tęsknił kochanie.
- Pa Skarbie. - odpowiedziałam i ruszyłam wolnym krokiem w stronę przystanku autobusowego. Było mi smutno, z powodu, że nie zobaczę się już dziś Adasia.
Jakoś dojechałam do domu i od razu, po zjedzeniu obiadu rozpoczęłam naukę. Jejku, nienawidzę matmy! Te pierwiastki i potęgi tak strasznie mi się mieszają. Jeszcze pełno wzorów i tym podobne...
Moje rozmyślania na temat tego beznadziejnego przedmiotu przerwał dźwięk nadchodzącego sms'a na mojej komórce. Zerwałam się szybko, aby po nią sięgnąć. Miałam nadzieję, że to od Adama, coś w stylu "Powodzenia w nauce Złotko : * " itp. Zawsze mi takie wysyłał...
No i nie myliłam się! Sms był od Adama, tylko jego treść troszkę różniła się od tych sms'ów jakie wysyłał zazwyczaj...
Byłam załamana. Nie wiedziałam co mam zrobić,powiedzieć...
Adam właśnie ze mną zerwał. Przez sms'a. Czułam jakby wszystko się waliło.
To było takie chamskie! Nie powiedział nic o tym, ani jednego słowa gdy
widzieliśmy się w szkole, ale mnie całował i mówił do ucha słodkie słówka.
Co to za facet? Nie no tego było już za wiele... I tyle kotłujących się wewnątrz mnie myśli... Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Byłam załamana.
Pracowałam nad tą miłością cały rok, starałam się wyglądać w jego oczach jak najlepiej, zawsze być dla niego miła... Potem się we mnie zakochał i byliśmy razem, nie na długo, o potem na drodze stanął nam Tomek, ale mimo to przezwyciężyliśmy trudności losu i zeszliśmy się. Następnie przeżyliśmy kolejny, ogromny kryzys spowodowany idiotyzmem Huberta, Adam wtedy chodził z Olką... Trwało to trochę owszem, ale daliśmy radę i byliśmy ze sobą 6 miesięcy nieprzerwalnie. Aż do teraz. Jeden głupi sms zniszczył to nad czym pracowałam tyle czasu.
NIE MOGŁAM W TO UWIERZYĆ.
  • awatar My love story † ♥: @Ƥãƞďâ ღ: cieszę się :D DZIĘKUJĘ :* Zobaczę co da się zrobić, może postaram się pisać częściej, tylko nwm czy dam radę, bo weekend już się skończył i mam dużo nauki :(
  • awatar Ƥãƞďâ ღ: PRZECZYTAŁAM TWÓJ CAŁY BLOG I POWIEM ŻE JEST ZAJEBISTY I CHCE WIĘCEJ ! Natychmiast ._. ! +do obserwowanych
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Dziś robię mały przerywnik między opowiadaniem "Long love story" w postaci jedno częściowego opowiadanka Oczywiście też jest mojego autorstwa ;3 Zapraszam do czytania

"Kochał ją. Kochał całym sercem, pomimo tego, że wiedział o niej tak niewiele. W sumie to tylko z opowiadań koleżanki no i z facebook'a. Godzinami mógł przeglądać zdjęcia i wpisy jakie udostępnia. Jak najczęściej próbował widywać ją w szkole, spacerował obok klas w których miała lekcje. Gdy na nią patrzył to tak jakby dostawał dawkę niezbędnego do życia tlenu na jakiś czas. Musiał patrzeć na nią regularnie, żeby żyć. Bardzo bał się zagadać na żywo, tak po porstu podejść i powiedzieć "cześć". W końcu w ogóle jej nie znał i chodziła do innej klasy, była o rok starsza. Czekał na odpowiedni moment. I taka okazja się nadarzyła. Za kilka dni miała być dyskoteka szkolna. Obiecał sobie, że tym razem nie stchórzy i poprosi ją do tańca. Może nie wolnego, ale po prostu do tańca.
I gdy nastał dzień dyskoteki stresował się jak nigdy. Ubrał isę w najlepsze ciuchy, pożyczył drogie perfumy od starszego brata i starał się wyglądać jak najlepiej...
Lecz nadal cały się trząsł. Dyskoteka trwała tylko 2 godziny i 30 minut więc dobrze wiedział, że musi się pośpieszyć. Specjalnie przyszedł na dyskotekę trochę wcześniej. Stresował się bardzo. Bał się, że dziewczyna już nie przyjdzie, ale przyszła. Siedział na ławce na cali gimnastycznej, muzyka grała głośno, a on obserwował jak ona bawi się na parkiecie. Była taka pięna. Ogaręła go nagle pewna myśl, bo tak bardzo ją kochał, choć znał ją tylko od 2 miesięcy ani nie zamienił z nią ani jednego słowa. Na chwilę zwątpił w to, że ona może go zauważyć i się w nim zakochać. Lecz potem przypomniał sobie wszystko co mówiła do niego jego koleżanka, która chodzi z tą dziewczyną do klasy... A mówiła o niej same najlepsze rzeczy. W jego oczach wydawała się idealna.
Bardzo długo zwlekał, bo bardzo się bał. Cały czas siedział na ławce i obserwował dziewczynę. Szczególnie smutno było mu gdy leciały wolne piosenki, a ona smutna, z opuszczoną głową siedziała pod ścianą. Tak bardzo było mu jej żal, nie lubił gdy na jej twarzy nie gości uśmiech. Stwierdził, że poprosi ją do nast nastęnej przytulanki.
Był w takim transie przez jakiś czas, przerwał go jego kumpel siedzący obok:
- Ej stary, ale szybko czas mija! Za 4 minuty koniec dyski!
Chłopak się przestraszył. Nie zdawał sobie sprawy, że ta chwila stanie się tak szybko. Musiał poprosić ją do tańca. Ostatnia piosenka "We found love" - Rihanna. Nie jest wolna, ale może być, lepsze t niż nic. Do stracenia nie miał nic, jedynie mógł coś zyskać. Teraz był idealny moment, ona zaczęła tańczyć razem z kilkoma koleżankami bliżej ławek, na których siedział on.
Wziął głęboki oddech, wstał i podszedł do dziewczyny. Widać było, że bawiła się dobrze. Dotknął lekko jej pleców, a ona się odwróciła. Wydawała mu się teraz tak śliczna... Że aż zaniemówił. Patrzyła mu prosto w oczy. Po chwili "obudził się" i zapytał nieśmiało:
- Zatańczymy?
Najwidoczniej dziewczyna nie dosłyszała co mówił przez głośną muzykę i poporosiła go, aby powtórzył.
- Zatańczymy? - zapytał jeszcze nieśmielej.
Widać było, że ona usłyszała jego słowa, bo delikatnie się uśmiechnęła. Chłopak natomiast strasznie się zestresował i rzucił tylko szybko:
- Albo nie ważne.
I wybiegł z sali.
Był zły na samego siebie, że tak się zachował. Po porostu zwiał, uciekł zostawiając ją tam samą. Czuł się okropnie i nie miał pojęcia co będzie dalej...
Bał się, że nie będzie miał u niej już teraz
żadnych szans, bo będzie uważała go za tchórza i idiotę... "
KONIEC.
 

 
- Ty płaczesz? - zapytał troskliwe takim słodkim, melodyjnym głosem.
- W sumie to tak, ale ze szczęścia. Adam ja... - wzięłam głęboki oddech. - kocham cię. Wiem, że nie powinnam była tego mówić, ale musiałam, przecież wiesz jak... I jeszcze Hubert, ja z nim niby... i ja - nie dokończyłam, bo Adaś dotknął palcem moich ust i powiedział:
- Ciiiicho już słońce. Wszystko będzie dobrze.
I przytulił mnie mocno, po czym pocałował.
- Dziękuję. - wyszeptałam.
- Ale za co? - spytał także szeptem.
- Za to, że jesteś.
- Ależ nie ma za co. To ja powinienem Ci dziękować. Skarbie, jesteś dla mnie wszystkim! - gdy wypowiedział te słodkie słowa pocałował mnie powtórnie.
Był taki kochany! Wiedziałam, że te chwile powracają... To moje bezgraniczne szczęście u jego boku. Kilkuminutowe, romantyczne pocałunki, randki, przytulasy, wolne tańce na dyskotece szkolnej...
Dobrze, że zdecydowałam się powiedzieć Adamowi o tym, że go kocham. Nareszcie mam szansę naprawdę być szczęśliwa.
- Wszystko już okey, Madziu? - zapytał słodkim głosikiem.
- Tak... Jest ok. - odpowiedziałam, po czym posłałam mu uśmiech.
- Wiesz... To na WDŻwr, ta cała gadka o oczach... To było o tobie. Twoje oczka są takie śliczne. - powiedział po czym uśmiechną się i pocałował mnie w czoło.
Czułam, że ktoś mnie kocha i dla kogoś znaczę coś więcej niż dla takiego Huberta... A właśnie, tak w ogóle to co będzie dalej z Hubertem.
- Dziękuję kotek. - odparłam szczęśliwa. - Aaaa... Jak tam sprawy z Hubertem? Dalej cię... prześladuje? - musiałam zapytać. Musiałam!
- Co?! O co Ci chodzi?! - Adam się zdenerwował i szybko odsuną się na mały krok. Był wyraźnie zdenerwowany. Wyglądało na to, że nie wiedział co odpowiedzieć.
- Dobrze wiesz o co. Skoro mnie kochasz nie powinieneś przede mną niczego ukrywać.
- No dobrze. Skoro już wiesz, to... - jąkał się trochę, ale potem kontynuował - proszę, nie wracajmy do tej sprawy. Teraz już nie utrzymuję z nim kontaktów. W sumie to od czasu gdy... - pomyślał chwilkę i odparł - Od czasu gdy jest z tobą.
- No właśnie... Skoro mamy być szczerzy ze sobą to będziemy. Muszę ci coś powiedzieć Adam. - odrzekłam. Teraz to ja byłam zdenerwowana, nie wiedziałam jak powiedzieć mu o tym, że to przez to, że kocham jego musiałam chodzić z Hubertem. - Okej. Powiem to bez owijania w bawełnę. Hubert zmusił mnie do tego, żebym z nim była. W zamian za to.. - umilkłam na chwilę, bo dostrzegłam zdziwnienie jakie w tym momencie malowało się na twarzy Adasia. Po chwili mówiłam dalej. - ... w zamian za to, że nie będzie cię dalej bił i prześladował.
W oczach Adasia pojawił się wyraźny niepokój.
- Ale jak to? Jajku.. Jaka z niego świnia! Nie wyobrażałem sobie tego, w ogóle jak on mógł?!
- Mógł, mógł. Ale spokojnie. Za dwa dni mijają dwa tygodnie od kiedy jesteśmy parą. Jeszcze kilkadziesiąt godzin i będę wolna. Ty również. Taka była nasza umowa.
- Jesteś taka kochana. - powiedział. Chyba mu ulżyło, bo mówił to znacznie pewniej, już z radością w oczkach. - Dziękuję Ci, że tak się dla mnie poświęciłaś i to po tym... po tym co ja ci zrobiłem. - widać, że nie było mu łatwo o tym mówić, ale gdy skończył uśmiechnął się i popatrzył na mnie kochającym wzrokiem.
- Zrobiłam to, dlatego, że Cię kocham głuptasie! - powiedziałam i zaczęłam się śmiać.
- Ja ciebie też. - odrzekł i pocałował mnie namiętnie.
Byłam w niebie.
 

 
Nadal 22 kwietnia, przerwa.

Szybko go odepchnęłam.
Nie chciałam się całować z nim przy uczniach całej szkoły. Z resztą już i tak wiele osób to widziało.
Owszem, może cieszyłam się z tego powodu, że mnie pocałował. To w końcu dowód na to, że na serio mu zależy. Ale nie mogłam myśleć o nim tyle. To się stawało niebezpieczne. Jak tak dalej pójdzie to niedługo powiem mu co naprawdę czuję... I co wtedy?!
Okey, koniec rozmyślań. Czas powiedzieć mu co o tym myślę.
- Adam... Nie możesz tak robić. Przecież wiesz, że mam chłopaka. Kiedy ty to zrozumiesz?!
- Ja wiem, że ty nie kochasz Huberta.
- Skąd w ogóle ta myśl, co?
- To widać w twoich oczach.
- Hahahaha i znowu ten sam, żałosny tekst! Weź daj sobie z nimi spokój.
- Ale ja mówię prawdę. Pamiętasz tą lekcję WDŻwr, kiedy powiedziałem, że najważniejsze u dziewczyny są ładne, szczere, radosne oczy?
- No może... - powiedziałam odwracając twarz.
Pamiętałam tę chwilę doskonale, jak mogłabym zapomnieć? To było tak dawno temu... A on zamiast powiedzieć, że dziewczyna musi być bogata, wysportowana, ładna powiedział, że musi mieć ładne oczy. To mi się w nim bardzo spodobało. To było takie szczere i słodkie, nie płytkie i zboczone. Uwielbiałam go za takie właśnie rzeczy! Pod takim okryciem szalonego buntownika bez uczuć kryło się wielkie serce.
Nikt nie pomyślałby, że Adam potrafi być taki wrażliwy. Ale jednak był i to bardzo. Tylko ja go takiego znałam?
- No właśnie, te chwile były pięknie, nie? - powiedział przerywając moje rozmyślania.
- Owszem. Ale było minęło. Teraz muszę już iść. Cześć. - odwróciłam ise i poszłam przed siebie.
Byłam trochę zła za to, że tak naciska... Ale w sumie... zależało mu na mnie! A to jest najważniejsze! Tak. Kocham go i jestem szczęśliwa z tego powodu, że się o mnie stara, nie zapomniał o mnie i nadal mu na mnie zależy. Naprawdę go kocham...
Nagle Adaś podbiegł do mnie i powiedział:
- Okey. Dam ci spokój jeśli tylko tego chcesz, ale pamiętaj. Nigdy cię nie zapomnę. Tylko ty... - w tym momencie złapał mnie za rękę - ... tylko ty potrafisz uczynić mnie naprawdę szczęśliwym.
Uśmiechnęłam się do niego. Moja ręka, za którą trzymał zaczęła drżeć, a z oka mimo woli poleciały mi łzy...
 

 
Nadal 22 kwietnia, przerwa.

Nie wiedziałam zupełnie co powiedzieć. Strasznie zaszokował mnie swoim wyznaniem. Że niby On mnie kocha?! I po tym wszystkim tak po prostu mi to oznajmia?!
Naprawdę nie wiedziałam co o tym sądzić. Składałam teraz myśli w jakąś całość, w coś co mogłabym mu odpowiedzieć na jego szokujące słowa. Miałam już mówić, ale Adam mnie wyprzedził.
- Ja... ja cię bardzo przepraszam. Nie powinienem tego mówić. - powiedział z żalem w głosie. - Ty masz chłopaka, z którym jak widać świetnie się dogadujesz, a ja, jakiś idiota po tym wszystkim co ci zrobiłem mówię ci takie rzeczy.
" - Nie Adam. To co powiedziałeś wcale nie jest głupie, a ty nie jesteś idiotą. Wiem... wiele przeszliśmy, ale to niczego nie zmienia! Skarbie, ja też cię kocham i chcę być z tobą, nie z Hubertem ani z żadnym innym, tylko z tobą! "
Mogłabym powiedzieć coś takiego, ale nie zrobiłam tego. Niby pewna była, że go kocham, że pragnę tylko jego i nikogo więcej, ale nie mogłam tego powiedzieć. Po tych słowach pewnie bylibyśmy parą, znowu.
Może jakoś wszystko by się poukładało, ale za bardzo się bałam. Obawiałam się, że znowu stanie się tak jak poprzednio... Że na początku będzie dobrze, a potem... A potem wszystko się doszczętnie posypie i nie zostanie z tego nic, a ja znów będę cierpieć.
Więc tamte słowa wypowiedziałam tylko w myślach.
- Adam to nie twoja wina. To się zdarza... - zaczęłam mówić. - Nie jesteś idiotą, ani nikim podobnym, a to co się stało to nie twoja wina. Tylko, że myślałam, że będziemy przyjaciółmi. No wiesz... takimi na dobre i na złe, którzy mówią sobie o wszystkim, wspierają się nawzajem.
Kogo ja chciałam oszukać. Przecież ja nie chciałam być jego przyjaciółką, tylko dziewczyną! A "drobna" różnica w tym jest.
W tym momencie stałam na rozstaju dróg.
Teraz był ten moment. Mam dwa wyjścia, albo powiedzieć mu, że go kocham i być szczęśliwa ( nie zważając na to co mi wcześniej zrobił i jak mnie potraktował, no bo w końcu zerwał ze mną bezczelnie, potem chodził z moją "przyjaciółką" i to wszystko bez żadnego wyjaśnienia, a na koniec się do mnie w ogóle nie odzywał. ) , albo dać mu kosza, powiedzieć, żeby o mnie zapomniał i, że nigdy nie będziemy razem ( tylko problem w tym, że go naprawdę kocham).
"Prosty" wybór.
- Adam, ja... - zaczęłam mówić i na chwilę wstrzymałam oddech. - wiesz przecież, że... nie możemy być razem. Te ostatnie przeżycia za dużo mnie kosztowały.
I zdecydowałam się. Z drżeniem w głosie mu to oznajmiłam. Czułam się okropnie.
- A teraz już idę, bo spóźnię się na polski. - oznajmiłam, uśmiechnęłam się nieśmiało do niego i zaczęłam iść przed siebie. Byłam zła.
- Magda, czekaj. Po pierwsze to sala od polskiego jest w innym kiedrunku, a po drugie... - zaczął przybliżać się do mnie. - a po drugie... to wiem, że ty też mnie kochasz, to widać w twoich oczach.
I w tym momencie przycisnął mnie mocno do siebie i dotknął moich ust swoimi. Pocałunek jak z bajki...
 

 
Nadal 22 kwietnia - poniedziałek, lekcja historii.

Przez całą lekcję uśmiech nie schodził Adasiowi z twarzy. Wiem to z raci, że cały czas się na mnie patrzył i tak pięknie uśmiechał. Jaki on jest piękny! Aż nie mogłam się napatrzeć...

Kilkanaście minut później, przerwa.

Wychodziłam z sali historycznej zmierzając do klasy od j. polskiego, gdy nagle usłyszałam znajomy, śliczny, melodyjny głos:
- Hej, Madziu!
- O Adam, hej. - powiedziałam z uśmiechem.
- Masz bardzo ładny uśmiech, wiesz?
- Hahaha, ja?
- No tak, ty. Lubię jak jesteś taka wesoła i się uśmiechasz. - powiedział z błyskiem w oczach i uśmiechem na ustach.
Jejku, jakie on miał boskie oczka! A w tym momencie lśniły tak jak miliony gwiazd na nocnym niebie. Były takie wesołe i szczere.
I ten ich piękny kolor! BRĄZ!Uwielbiam go! Pamiętam, że kiedyś lubiłam w nie patrzeć. Oczywiście lubię to nadal, ale kiedyś robiłam to znacznie częściej. Mogliśmy siedzieć godzinami i bez słów wpatrywać się w siebie nawzajem...
- Haaalo, Magda, jesteś tam? - zawołał radośnie.
Kurczę, muszę uważać, żeby się tak nie zamyślać, bo wszystko wyjdzie na jaw. To, że go kocham i że mi na nim zależy i ,że nie mogę bez niego żyć.
No i znowu to robię! Znów się zamyśliłam. Muszę na serio przestać i bardziej się opanować jak chodzi o to.
- Tak, tak. Jestem. - powiedziałam i spojrzałam w jego oczy.
Zobaczyłam w nich taką bezgraniczną radość. Jakby... czerpał ją tylko z tego, że rozmawiamy.
Nagle oboje zaczęliśmy się śmiać, w sumie to z niczego.
I przypomniałam sobie jak to było kiedyś. Przemknęły mi szybko w myślach wszystkie nasze spotkania, randki, słodkie słówka, pocałunki... I to jak było mi z nim wspaniale.
Tęskniłam za tymi chwilami bardzo często i powracałam do tych wydarzeń każdego dnia, w myślach.
Accch! Albo te chwile gdy szliśmy miastem nie zważając na innych i śmialiśmy i wygłupialiśmy się, albo takie momenty gdy byłam smutna, a on robił zz siebie głupka tylko po to żeby mnie rozweselić i żebym tylko się uśmiechnęła...
Ale nie powinnam wspominać tych chwil. Nie jesteśmy już razem, on mnie nie kocha. Wszystko jest okej. Przecież chodzę z Hubertem ( może mimo woli, ale z nim jestem), on pewnie też ma kogoś na oku. Nie chcę psuć mu szczęścia.
Po chwili Adam przestał się śmiać i popatrzył na mnie i zaczął mówić:
- Madziu, jesteś na prawdę fajna, wiesz? Ja... znaczy ty... - jąkał się. Chyba biedak nie wiedział co ma mówić. Ciekawe o co mu chodzi. - No, bo ja.. ci chciałem powiedzieć - kontynuował - że... że ty... że ja... że... kocham cię!
Po tych słowach zamarłam.
 

 
17 kwietnia - czwartek.
No i chodzę z Hubertem już od tygodnia. To były najdłuższe 7 dni w moim czternastoletnim życiu. Nie mogłam już wytrzymać związku z nim!
Cały czas chciał się ze mną całować przy wszystkich. Całe szczęście, że nie chodzę już z nim do szkoły. Dziwne... W podstawówce nie wydawał się tak dziwny i nienormalny...
A udawanie bycia z nim było trudniejsze niż myślałam... Szczególnie wtedy gdy musiałam go przytulać i mówić "skarbie" wtedy gdy Adam przechodził obok...
Przy wszystkich byliśmy taką zgraną parą... Ale sam na sam już tak pięknie nie było. Nie pasowaliśmy do siebie kompletnie!
Ale zależało mi na Adamie, więc musiałam wytrzymać jeszcze ten tydzień.
Nie rozumiem tylko tego, dlaczego Hubert tak cieszy się z tego, że "jesteśmy razem"... No dobra, może i mu się podobam,ale co z tego. To związek z przymusu. Nic więcej. Zrobiłam to z troski o Adama i tyle.
A Hubert... Gdyby naprawdę mnie kochał to nie zrobiłby mi czegoś takiego.


Kilka dni później, 22 kwietnia - poniedziałek.

No i znów poniedziałek i szkoła! Ta nauka mnie niedługo wykończy.. Dzień zaczął się fatalnie, bo sprawdzianem z chemii...
NIENAWIDZĘ CHEMII.
Na szczęście te 45 minut minęło dosyć szybko i zaczęła się przerwa. Wyszłam z klasy szybkim krokiem. Chciałam zapomnieć o tym beznadziejnym przedmiocie i głupim teście. Miałam dość, choć to była dopiero 1 lekcja.
Moje bezsensowne rozmyślania przerwał znajomy głos. Kątem oka zauważyłam, że w moją stronę podąża Adam. W sumie to trochę się bałam. Nie wiem czego...
Chłopak podszedł do mnie i usiadł obok.
- Hej laska, co ty taka smutna? - zapytał z uśmiechem. Chyba chciał mnie rozbawić...
- Cześć - odpowiedziałam, "bez życia", a oczy zwróciłam w inną stronę.
- Ejjj, co jest?
- Nic. Po prostu... Sprawdzian z chemii poszedł mi fatalnie. - musiałam coś powiedzieć! A innego pomysłu nie miałam...
- Nie wmówisz mi takich bredni. - zaczął mówić. - Widzę, że coś jest nie tak! Przecież cię znam kiedyś nawet byliśmy raze... - nie skończył zdania. Chyba poczuł się głupio, że o tym wspomniał. - Po prostu znam cię już długo i wiem. - skończył z dziwnym wyrazem twarzy.
- Okej. Może nie jest najlepiej. - nie miałam ochoty zwierzać mi się z moich problemów.
Teraz to.. Byliśmy zupełnie obcy. No, bo co miałabym mu niby powiedzieć, "Tak jestem kompletnie zła, bo przez to, że cię kocham i cholernie mi na tobie zależy muszę z przymusu chodzić z jakimś idiotą
z podstawówki" ?! To było bezsensu...

Gadaliśmy tak chwilę, a rozmowa się rozwinęła. W sumie to jakieś 15 minut, aż pan od historii nie otworzył klasy.
Mimo wszystko dalej lubię z nim gadać. Bardzo lubię. Przypominają mi się wtedy chwile gdy byliśmy razem... Jest taki troskliwy i kochany. A gdy rozmawialiśmy inni nie mieli znaczenia, nic się nie liczyło. Pocieszał mnie, pocałował nawet w policzek. Ale nie będę się angażować. Wiem, że już mnie nie kocha.
Tylko, że ta rozmowa była taka... Ach... Tego się opisać nie da... Tak jakby coś iskrzyło...
Ale to pewnie tylko moje wyobrażenia... Teraz jesteśmy tylko przyjaciółmi.
 

 
Nie było mnie tu prawie 150 dni..
Było to spowodowanie i brakiem chęci i brakiem czasu.
Postanowiłam to nadrobić Czekajcie na kolejne wpisy z częściami opowiadań Tym razem będą one krótsze i dodam więcej obrazków

Mam nadzieję, że będziecie wpadać i czytać
  • awatar True love never die! ♥: @gość: @gość: miło mi bardzo :) Dziękuję :*
  • awatar Gość: Świetny blog :D
  • awatar Gość: Super opowiadania :) Masz talent :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
10 kwietnia - czwartek
Na szczęście już trochę ochłonęłam po tych wszystkich dziwnych zdarzeniach. Przez ubiegły tydzień nie działo się nic niezwykłego. No... poza kilkoma jedynkami z fizyki... Nie znoszę fizyki! Ale to nic w porównaniu do tych wszystkich dziwnych zdarzeń z ubiegłego miesiąca. Tego to chyba nikt nie przebije.
Przez ten tydzień myślałam o wielu różnych, ważnych i istotnych rzeczach i doszłam do wniosku, że muszę jak najszybciej porozmawiać z Hubertem o tej jego rozmowie z Adamem. Muszę, bo inaczej ten koszmar nigdy się nie skończy... Gdy wyjaśnię tą całą sytuację z Hubertem, muszę też pogadać z Adamem. Ojej... Widzę, że ten tydzień będzie pełen ciekawych doznań i niespodzianek. Już się boję...

Kilka godzin później....
- Cześć Hubert. - powiedziałam oschle. Postanowiłam do niego zadzwonić.
- Oooo cześć Madziu, dlaczego masz taki smutny głos? - zapytał, w sumie to nie wiem czy sarkastycznie czy normalnie, nie mogłam się skupić, bo byłam tak na niego wściekła.
- Nie ważne.
- Wszystko dobrze? Jak tam w szkole?
- Dobra, Hubert nie będę Ci opowiadać Ci tego przez telefon, chcesz się ze mną zaraz gdzieś spotkać?
- Ok. Może pójdziemy na lody? - zapytał. To już było sarkastyczne pytanie! Na pewno.
- Na lody? No co ty! Po tamtej... hm... Po poprzednim naszym spotkaniu?! Na lody?! Chyba sobie żartujesz. Może po prostu się gdzieś przejdziemy, co?
- No ok, a gdzie?
- Obojętnie, nie ważne gdzie. Możemy chwilkę pochodzić parku. Ale bez żadnych lodów.
- Ok, ok. Hahahahahhahahahahahahahahaha.
- No dobra już , dobra. Cześć. W parku za 15 minut. - i odłożyłam słuchawkę. Muszę się teraz przygotować do wyjścia.

15 minut później...
- Oooo cześć, jesteś nareszcie. - powiedział Hubert z chamskim uśmiechem na twarzy. W sumie to nie wiem czy śmiał się chamsko czy nie. A z resztą! Czemu ja nie odpowiadam tylko myślę o jego uśmiechu.
- No tak, jestem. No więc chciałam Cię zapytać o Adama...
- Adama? A co ja mam wspólnego z tym idiotą?
- Dobrze wiesz! No dobra, koniec z tym gadaj o co Ci chodziło z tym szantażowaniem Adama, dzwonieniem do niego i w ogóle!
- Nie mam nic wspólnego z tym... Z resztą... Z resztą o co w ogóle chodzi? Jakie szantażowanie? O co ci chodzi... - powiedział. Haha i niby nie wie o co chodzi... Jasne, jasne, bo mu uwierzę. Ściemę czuć nawet z kilometra.
- Przestań! Powiedz mi co wiesz i to tyle!
- No dobrze... Będę z Tobą szczery... Ja po prostu tak Cię kocham, że... No, że... - ale się jąka... Chyba na serio się stresuje. - No po prostu chcę z Tobą być.
- I tak bardzo tego pragniesz, że potrafisz posunąć się do pobicia mojego... yy... kolegi?
- Taaa... yy... kolegi. Tak. Miłość nie zna granic.
- Co ty gadasz człowieku?! Jesteś jakiś psychicznie chory! Zapraszam na wizytę u psychiatry!
- Haha, to z miłości! Kochanie... - próbuje mnie pocałować, odpycham go.
- Przestań! Hubert... Ja cię bardzo lubię, ale.... - to było stu procentowe kłamstwo, nie znoszę go - no, ale... błagam Cię zostaw już Adama.
- Jest oczywiście jeden warunek. - o nie... Wiadomo co teraz powie. - Nie będę go szantażował i bił pod warunkiem, że będziesz moją dziewczyną.
- No dobrze. musiałam się zgodzić. Nie mogę pozwolić
żeby ktoś robił Adamowi krzywdę. Przecież ja go tak kocham!
- Cieszę się... kochanie. - i uśmiechnął się, tym razem
chamsko. - Okej, ja już spadam, umówiłem się z kumplami. To pilne. Pa mała.
- Czekaj...
- Tak?
- Będę z Tobą tydzień. I ani dnia więcej.
- Dwa tygodnie.
- No, ale tydzień to... - przerwał mi pocałunkiem. Bleeee.... nie znoszę gdy próbuje mnie pocałować... Tym razem niestety to mu się udało.
- No dobrze. Dwa tygodnie. Pasuje?
- Tak skarbie. - znów próbował mnie pocałować.
- Ale bez całowania!
- Okej, spoko. Idę już kochanie, zgadamy się sms'ami.
- Cześć. Hubert... tylko wiesz, że masz przestać wyżywać się na Adamie?
- Tak, tak już mówiłaś to sto razy. Idę już, jestem ostro spóźniony.
- Taak, idź.

Może i zrobiłam źle zgadzając się na ten "związek", ale musiałam. Adam jest najważniejszy. Wiem, że mnie zranił, ale jak to powiedział Hubert MIŁOŚĆ NIE ZNA GRANIC. Musi być ze mną na prawdę źle, bo już cytuję Huberta... Idę do domu. Jutro szkoła.... Trzeba się troszkę pouczyć....
 

 
Wróciłam pod klasę i zaczęłam rozmawiać z Markiem.
Potem kolejne 6 lekcji minęło bardzo szybko na rozmyślaniu, o tym kto podbił Adamowi oko, skąd on zna Huberta itp.
Po szkole miałam iść do Marka, żeby pouczyć się trochę geografii na jutrzejszy sprawdzian. Poszliśmy jeszcze kupić coś do picia w automacie szkolnym. Nagle zauważamy Adam rozmawiającego przez telefon.
- Chodźmy stąd! Kupimy sok gdzie indziej! - powiedziałam, bo chciałam uniknął niemiłego spotkania z Adamem.
- Madziu, poczekaj chwilę...
- Ale... - nie wiedziałam o co chodzi.
- Poczekaj!
- No okey. Ale po co?
- Później ci wytłumaczę a teraz słuchaj co on mówi do telefonu!
- No tak gadałem z nią, ale ona mówi, że jesteś idiotą i ma cię dość. Ale... No co ja na to poradzę?! Hu... Hubert! Poczekaj. Ona może potrzebuje czas.. No tak! No wiesz, tego nie jestem pewien, ale... No wiesz... Ze mną już się nie spotyka, przecież z nią zerwałem! Nie pamiętasz? … Tak na pewno! … Przecież zerwałem z nią już dawno! … Ona, innego..? … Czekaj, czekaj widziałem ją dziś z nią z tym, no Markiem. To straszny pozer. Myśli, że jest najlepszy i w ogól... No przestań.... … Ale przecież obiecałeś, że jak z nią zerwę... Miałeś przestać mnie dręczyć!
I tu przestałam go już słuchać. Hubert groził Adamowi, że jeśli ze mną nie zerwie, to... to coś mu zrobi.
- Idziemy stąd, szybko. - rzucił w szybkim chodzie Marek. Ja stałam jak oniemiała. Nie mogłam się ruszyć. - No chodź! Magdaa! - złapał mnie szybko za rękę i pobiegliśmy do szatni. - Co za idiota! Jak tak można! - powiedział Marek oburzony.
- Ja już nie wiem! To jakiś idiota! Oboje to idioci! I Hubert i Adam! Jak tak można..
- Nie wiem. Dobrze, że słyszeliśmy tą rozmowę, Wreszcie poznałaś prawdę, i dobrze wyszło.
- Też tak myślę, przynajmniej... przynajmniej wiem o co dokładnie chodzi... Jak myślisz czy to podbite oko Adama to sprawka Huberta?
- A może to Hubert nasłał tego nieznajomego wysokiego chłopaka na Adama i on mu to zrobił...
- To bardzo możliwe....
- Tak mi przykro, że musiałaś tego słuchać, pewnie się rozczarowałaś?
- W sumie to nie wiem... Przynajmniej wiem, że Adam jednak mnie kocha, zrobił to tylko dlatego, że Hubert go szantażował.
- A ty... A ty nadal go kochasz?
- Ja już nie wiem nic! Nic! Mam już tego wszystkiego po prostu dosyć! - rozpłakałam się.
Wtedy Marek mocno mnie przytulił i powiedział:
- Nigdy więcej, nie pozwolę, nikomu tak cię skrzywdzić. Nigdy!
  • awatar My love story † ♥: @Sprawdź too...: Cieszę się bardzo :* ♥ Bo teraz gdy przeczytałaś jedną część może się wydawać trochę bez sensu, ale jak zaczniesz od 1 części wszystko ci się tam "poukłada" ;) Miłego czytania :*
  • awatar Sprawdź too...: Niee dość żee cudowne wiersze pisze to jeszcze opowiadania.♥ Wież pzeczytałam dopiero tą część ale mam zamiar przeczytać wszystkie.♥ <333
  • awatar My love story † ♥: @Zakochani.♥: Ojej... No nie wiem... Zastanowię się czy kontynuować pisanie. Nie pisałam długo przez brak weny i brak chęci, a nie chcę zmuszać się do pisania, bo nie wyjdzie fajnie.. A więc zastanowię się. Może. A co do talentu to... Hahahahahahaha jasne pewnie oczywiście :* Wątpię... PISZĘ, BO LUBIĘ.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
1 kwietnia – wtorek
W szatni byłam tylko ja i Marek. Gadaliśmy jak zwykle o różnych sprawach, a w szczególności o moich miłosnych sprawach. Marek był taki kochany! Cały czas mnie pocieszał i wspierał. Czułam, że zawsze mogłam na niego liczyć.

- Może pójdziemy pod klasę ? - zapytał Marek uśmiechając się.
- Ok, chodźmy. - odpowiedziałam odwzajemniając uśmiech.
Idziemy pod klasę i widzimy jak przed drzwiami stoi Adam i kłóci się z jakimś chłopakiem, ani ja ani Marek go nie znaliśmy. Był prawdopodobnie od nas starszy, bo był bardzo wysoki i dobrze zbudowany. Trochę byłam zdziwiona, czemu Adam zadawał się z takim typkiem. A zresztą, co mi do tego. Nie jesteśmy już razem, więc nie powinnam interesować się jego osobistymi sprawami. Gdy nieznajomy odszedł Adam rzucił nam tylko krótkie spojrzenie. Nagle zauważyłam, że ma podbite oko. Chciałam się zapytać co się stało, pogadać z nim i gdy już chciałam iść z nim porozmawiać, tak mi na nim zależało... Lecz nie zdążyłam tego zrobić Marek chwycił mnie za rękę, no może chwycił to niezbyt odpowiednie słowo, żeby nikt sobie nic nie pomyślał, bo on raczej mnie szarpnął za rękę.
- Nie idź do niego. Narobisz sobie przez niego niepotrzebnych kłopotów. - ostrzegł mnie z czułością Marek.
- Masz rację... - odparłam.
- On na ciebie nie zasługuje Magda! Ty jesteś wspaniała, a on to zwykły dupek! Rzucił cię i nawet nie powiedział dlaczego. Tak się mężczyźni nie zachowują.
Nagle ku mojemu zaskoczeniu podszedł do nas Adam
- Siema. - przywitał się.
- Cześć. - lekceważąco powiedział Marek, widać było, że za nim nie przepada...
- Magda... Chciałbym z tobą pogadać na osobności, choć przez chwilkę. - zaproponował Adam.
Popatrzyłam na Marka, jakby szukając na to „pozwolenia”, w sumie to nie wiem po co... On skinął głową i nic nie powiedział.
- Ok.
Ja z Adamem odeszliśmy kilka metrów dalej, bo w końcu chciał ze mną porozmawiać na osobności...
- Chciałem zapytać jak układa z Hubertem? - zapytał.
- Z Hubertem? A weź! Totalny idiota i zwykły cham! A tak w ogóle skąd ty go znasz? - byłam bardzo zdziwiona. Skąd on mógł znać Huberta? Przecież mieszkają w odległości 10 km od siebie. To było dziwne.
- Niee, nie wiem, nie pamiętam skąd... Chyba... chyba się kiedyś spotkaliśmy, tak przy okazji.
- Aha, jasne.
- No tak! Ale skończmy temat.
Może na tą chwilę skończyliśmy, ale ja za wygraną nie dam! Dowiem się o co chodziło.
- Ok.
- No to jak idzie ci z Hubertem? Chyba nie najlepiej, co?
- Nie najlepiej?! To mało powiedziane! On jest okropny!
- No przestań, on jest spoko. Tak uważam.
Co on gada? I skąd on go zna? Nic nie rozumiem.
- No dobra, ja już muszę iść... Maarek na mnie czeka. Mieliśmy się pouczyć jeszcze z biologi. - wymyśliłam szybko wymówkę, żeby skończyć już tą bezsensowną rozmowę.
- Aaaa z tym pozerem, Markiem? Co ty w nim widzisz?
- To jest mój przyjaciel! No dobra, idę już. Nie zamierzam marnować tu z tobą więcej czasu.
- To cześć.
 

 
- Jak Ci smakują lody? - zapytałam Huberta z uśmiechem. Chciałam być miła,
- Mi, bardzo, a Tobie?
- Też. Dobre są. To moje ulubione – śmietankowe!
- Wiem, dlatego je zamówiłem.
- Jak to wiesz? Skąd niby?
- Wiem o Tobie więcej niż myślisz.
Nagle Hubert popatrzył mi głęboko w oczy, odgarnął mi włosy z twarzy, zbliżył się do mnie i... przymierzał się, żeby mnie pocałować. Ja byłam taka zdziwiona, że z wrażenia... upuściłam loda na jego koszulkę. A on, zrobił coś nie spodziewanego, swojego loda rzucił, a on wylądował na mojej bluzce. Co to niby miało być, podryw?
- Ojjj, teraz to dopiero jesteś słodka. - powiedział i zaczął mnie całować. Ja absolutnie tego nie chciałam, ale on miał to gdzieś.
- Cooo, co ty robisz?! - krzyknęłam.
- Po prostu Cię kocham!
- Jak to mnie kochasz, jesteś tylko moim kolegą i nic więcej! Zrozum! A no i dzięki za celowe obrudzenie mi bluzki. Naprawdę, wielkie dzięki. Idę, pa.
- Ale poczekaj! - krzyknął rozpaczliwie.
Ale ja odeszłam i nie zamierzałam się odwracać i go pocieszać. Jest po prostu bezczelnym idiotą!

29 marca – sobota.
Nie mogłam się pozbierać po tych moich „love story”. Najpierw Przemek, idiota w którym byłam zakochana w podstawówce, potem Adam, Tomek, Hubert... No i kto następny?!

31 marca– poniedziałek.
Weszłam do szkoły, patrzę i nikogo nie ma, oprócz Marka, mojego kolegi z klasy, a nawet przyjaciela. Bardzo go lubiłam. Miałam do niego ogromne zaufanie, opowiadałam mu o wszystkich moich problemach, on wszystkiego wysłuchiwał i mnie pocieszał. Nie wiedział jednak jeszcze o Hubercie. Postanowiłam, że mu o tym opowiem.
- Cześć Madziu!
- No hej.
- Co ty tak wcześnie tu robisz?
- Po prostu rodzice jechali do babci i podwieźli mnie wcześniej do szkoły.
- Aha, spoko.
- Fajnie, że przyszłaś, sam bym się tutaj zanudził. Ejj, co ty masz taką nieciekawą minę?
- A bo mam ostatnio same kłopoty. Wczoraj byłam na lodach z takim Hubertem z mojej byłej szkoły i … - opowiadałam mu tą całą historię ze szczegółami przez jakieś 10 minut.
- Ojj, biedactwo. Tak mi przykro. Ty to zawsze masz takie szczęście w miłości. - potem mnie przytulił. Byłam mu bardzo wdzięczna, że tak mnie wspiera i w ogóle.
- Dziękuję za wszystko. - podziękowałam.
- Ależ nie ma za co. Dla ciebie wszystko, przecież wiesz, że cię kocham. - powiedział nie puszczając mnie z objęć. Ja zrobiłam trochę dziwną i zaskoczoną minę gdy powiedział „przecież wiesz, że cię kocham”, on musiał to zauważyć, bo powiedział:
- Oczywiście jako przyjaciółkę.
- Tak, wiem tez cię kocham... - odparłam już trochę spokojniejsza.
- Wiem. - powiedział uśmiechając się.
  • awatar My love story † ♥: @Uśmiechnij się do mnie, skarbie ♥: O jejciu, jejciu TALENT? No weź -,- Piszę, bo lubię, ale to dopiero moje drugie opowiadanie... To pierwsze było takie króciutkie jak dwie części tego opowiadania i teraz je czytałam i takie to słabe ;) Hahahahah ;) Alee się uśmiałam :D xd No, ale cieszę się, że Ci się podobało :) Bardzo się cieszę. Oczywiście wpadnę do Ciebie ;)
  • awatar Zostań tu, choć na chwilę, daj mi siłę ♥: Jeej, dziewczyno ! Boże nawet nie powinnam się zwracać do ciebie mieniem : "dziewczyno", a TALENCIE!! Ty masz naprawdę WIELKI talent !! <3 wpadaj do mnie, czekam na ciebie, jeśli chcesz oczywiście, to możesz zostawić ślad po sobie, będzie mi bardzo miło. :)
  • awatar MiniSweetBerry: świetnie
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
To wydarzenie gdy on... mnie rzucił... było dla mnie straszne... Nie mogłam się przyzwyczaić, że już nie jestem z Adamem... To było takie smutne. Nie, nie płakałam, bo wiedziałam, że to nie miało sensu. Było mi po prostu smutno. Bardzo smutno. Chodziłam z kąta w kąt i nie mogłam znaleźć dla siebie miejsca. To wszystko było takie trudne! Jedno nie dawało mi spokoju... A mianowicie to w jaki sposób Adam ze mną zerwał. On musi coś ukrywać, inaczej by tak nie postąpił. Tak myślę.
- I need your love, I need your time...
To telefon.
Jakoś nie śpieszyłam się żeby odebrać. Dzwonił Hubert - kolega z podstawówki... On był chyba ostatnią osobą, z którą chciałabym rozmawiać o moich "love story"...Adam myślał, że to właśnie z nim go zdradzam wtedy, gdy widział mnie z nim na spacerze...
- Cześć, tu Hubert. - powiedział.
- Hej... - odpowiedziałam
- Słyszałam, że nie jesteś już z Adamem.
- No super, chyba już wszyscy o tym wiedzą! - krzyknęłam.
- Powiedziałam mi o tym Ola.
- Coo? Olka? Co ona znowu ode mnie chce...
- No ja tego nie wiem, chciałem tylko zapytać jak się czujesz Madziu...
- Eh... no nie jest tak źle. - powiedziałam bez entuzjazmu. Co ten Hubert chciał?! Przecież wcale się z nim nie przyjaźniłam, ani nic... A on dzwoni, żeby mnie pocieszać. To było dziwne.
- Tak, jasne... Słychać.
- No naprawdę, jest ok. Tylko może trochę jestem już tym wszystkim... zmęczona.
- A może chciałabyś się gdzieś, no nie wiem, ze mną przejść?
- Wiesz co... W sumie to chętnie się z tobą przejdę. - zabrzmiało wiarygodnie? Bo tak naprawdę to wcale nie miałam ochoty nigdzie z nim iść... No, ale nie chciałam, żeby sobie pomyślał, że mam go gdzieś itp.
- No to super! Bardzo się cieszę! - powiedział, prawie krzycząc.
- Ok, to za 30 minut koło mojego domu.
- Spoko, będę. To cześć.
- Pa.
Ubrałam się w coś ładniejszego, weszłam chwilę na facebooka i zauważyłam status Adama... Oczywiście „w związku”. Byłam wściekła! A jak był ze mną statusu nie zmienił a gdy jest z nią... Ehh! Ale to już nie moja sprawa. Adam nie jest już moim chłopakiem i nie powinno już mnie to interesować.
Minęło 30 minut... Patrzę, a przed płotem stoi Hubert. Narzuciłam szybko jakąś kurtkę i wyszłam na dwór.
- No siema, ładnie wyglądasz. - powiedział. Przyznam, czułam się dosyć dziwnie, nigdy nie prawił mi takich komplementów. Zawsze był to tylko kolega, taki dalszy, z którym chodziłam do podstawówki. Teraz on chodzi do innego gimnazjum i dopiero teraz mnie tak komplementuje, dzwoni i pisze do mnie. Nie rozumiałam tych jego „zmian”.
- Hej.
- I jak się trzymasz?
- Już mówiłam... Jest ok. - wiem byłam w stosunku do niego trochę chłodna i taka... no może trochę nie miła, ale nie dość, że nie miałam nastroju, to jeszcze nie chciałam, żeby sobie coś pomyślał...
- Aha, spoko. No to co gdzie idziemy? Może na lody?
- Pewnie. Chodźmy.
No i poszliśmy. On zachowywał się w stosunku do mnie bardzo miło. Jedliśmy lody, śmialiśmy się i było całkiem fajnie. Muszę przyznać. Zdziwiło mnie to, że Hubert tak mnie rozumie. Był po mojej stronie, wysłuchał mnie. Od takiej strony go nie znałam...

 

 
Walka trwała kilka minut, póki nie rozdzielił ich jakiś nauczyciel... Kto wygrał? Nie wiem. Remis. Trochę się bałam, żeby Adasiowi nic się nie stało, ale też, aby Adam nie zrobił nic Tomkowi, bo mógłby mieć przez to kłopoty. Na szczęście skończyło się tylko na uwagach.
Gdy nauczyciel odszedł Tomek popatrzył na mnie i na Adama dziwnęą miną i odszedł. Adam przytulił mnie mocno. Chciałabym żeby to trwało wiecznie! Było mi tak dobrze!
- Kocham Cię. I nigdy nie przestanę. - powiedziałam do niego.
- Ja ciebie też. - odpowiedział i pocałował mnie w czoło.

Tak mniej więcej minął wtorek. Wrażeń było mnóstwo!

19 marca - środa.
Zaczynała się pierwsza lekcja - matma. Siedziałam koło Olki (!), a obok niej Adam. Uśmiechałam się do niego przez początkowe 10 minut lekcji, lecz potem pani kazał robić jakieś głupie zadania, więc się do tego zabrałam. Adam nie był matematycznym geniuszem, tak jak Olka, więc postanowili sobie razem... pogadać. Gadali na różne tematy, a Olka tak bardzo go podrywała. Miałam już tego dosyć! Wmawiała mu, że jest przystojny, dobrze gra w nogę, że jest inteligentny, zabawny i, że ma ładne oczy... To mnie chyba najbardziej wkurzyło. Choć nie, najbardziej to mnie wkurzyła postawa Adama
Przyjmował komplementy Olki z wielką przyjemnością, dziękował jej za nie i także ją komplementował... A ja siedziałam niedaleko nich i patrzyłam z zazdrością. Wydawało mi się, że Olka robi to specjalnie, ten flirt i to wszystko. Żeby tylko zrobić mi na złość. Ale naszej miłości z Adamem nie powstrzyma żadna głupia Olka, ani nikt inny! Nikt. Chyba...
Na przerwie chciałam pogadać o tym wszystkim z Adasiem, ale jego nie było,. Zniknął gdzieś... Po chwili zauważyłam ich idących korytarzem - jego i Olkę. Byłam po prostu wściekła! Szli obok siebie jak gdyby nigdy nic, śmiali się... Myślałam, że nie wytrzymam! Niech ona się wreszcie odczepi od mojego chłopaka! On jest mój! Mój i tylko mój! Od razu do nich podeszłam, aby "zorientować się" co tam u nich... Oczywiście dogadywali się znakomicie, jak zwykle... Byli tacy zadowoleni. Jak najlepsi przyjkaciele, albo nawet coś więcej. Nie powiem, czułam się okropnie... Byłam taka zazdrosna! W tym momencie mogłam stracić coś o co walczyłam tyle miesięcy, za czym mogłabym skoczyć w ogień, za czym tęskniłam tylko wtedy gdy oddychałam. Teraz mogłam stracić coś bezcennego - miłość i Adfama. Nie mogłam pogodzić się z tą myślą! Musiałam walczyć o ukochanego!
- Hej, kochanie. - zawołałam do Adama. To było specjalnie, tylko po to żeby Olka była zazdrosna. Po tym go pocałowałam w policzek. - Chodź na słówko skarbie. - poszedł.
Olka została sama, na środku korytarza. Dobrze jej tak!
- Musimy pogadać. - powiedział szorstko.
- Słucham... - bałam się, co on mi chce powiedzieć? Może chce ze mną zerwać.
- No więc... Nie możemy już być razem. - moje przeczucia niestety się sprawdziły... A jednak - chciał mnie rzucić. Pewnie dla Olki...
- Ale czemu? - zapytałam.
- Po prostu... Musimy! - przepraszam cię, ale muszę już iść.
I odszedł... A ja zostałam sama, na środku korytarza ze łzami w oczach. Czułam się okropnie! Jednak... Coś nie dawało mi spokoju... On musiał coś ukrywać, skoro nie powiedział wprost, że rzuca mnie dla Olki... Jakie to idiotyczne! Jeszcze tydzień temu mówił, że nigdy nie przestanie mnie kochać, a teraz... Coś było nie tak. On tak mnie przecież kochał...

  • awatar Come Alive: <333 fajne zapraszam na mojego bloga jestem nowa ;33
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

Nie mogłam uwierzyć własnym oczom! Przede mną stał Tomek, mój nowy "kolega" z klasy. Myślałam, że mnie coś trafi! Tomek w naszej klasie?! Nie, nie, nie! To nie mogła być prawda.
Tomek wszedł razem z panią do klasy powiedział do mnie "Cześć" i usiadł w ławce z Przemkiem. Myślałam, że już nie wytrzymam! Całą lekcję patrzył się na mnie strasznie dziwnie i w ogóle... Mam już tego dosyć! Jeszcze na domiar złego Adasia nie ma dziś w szkole. No co jest? Ciekawe co jeszcze stanie się w moim zwariowanym życiu...
W niemiłej atmosferze minęły kolejne dni z Tomkiem, bez Adama. Nie wiem co się z nim działo. Te dni były okropne! Tomek ciągle tylko za mną łaził i gadał jakieś głupoty, a ja tak tęskniłam za Adamem, żeby wreszcie móc go przytulić i zapomnieć o wszystkich problemach. Hm... Ciekawe czy Tomek wie, że mam chłopaka. Pewnie byłby zazdrosny.

11 marca - wtorek.
Nastał kolejny dzień, rano byłam prawie pewna, że to będzie kolejny beznadziejny dzień z Tomkiem... Miałam już go dosyć... Jak zwykle wstałam i poszłam na przystanek. Gdy wchodziłam na teren szkoły miałam ochotę uciec i już nie wracać, z Tomkiem były same problemy i nieprzyjemności...
Nagle gdy weszłam do szkoły nie mogłam uwierzyć własnym oczom!
Przed drzwiami stał Adam. Uśmiechnięty jak zwykle. Byłam taka szczęśliwa, że nareszcie jest!
- Hej królewno. - powiedział słodko.
- Heej, nareszcie jesteś, co się z Tobą działo? Na facebooku nie odpisywałeś, nie byłeś w ogóle dostępny...
- Nic takiego, byłem chory, miałem gorączkę, po prostu nie miałem siły wchodzić na facebooka, przepraszam.
- Nic się nie stało, rozumiem. A właśnie, poznałeś już naszego nowego kolegę z klasy? - zapytałam z ciekawością.
- Tomka? - pokiwałam głową. - Tak poznałem...
- I jak?
- Eee... Ujdzie. Trochę dziwny, ale w naszej klasie to chyba każdy jest dziwny.
- Tak, masz rację, ale ja mimo wszystko za nim nie przepadam, a słyszałeś o tym, że dla mnie... - zawahałam się tu na chwilę, ale czułam, że Adam mi nie odpuści więc zaczęłam mówić dalej. - ... dla mnie się tu przepisał.
- Co?! Jak to?
- Spokojnie, ja mam go gdzieś. Kocham tylko i wyłącznie Ciebie!
- Okey, wiem kotku. - powiedział całując mnie w czoło. Ja isę tylko uśmiechnęłam. Słowa były tu zbędne.
Po chwili do szatni przyszedł Tomek.
- A co wy tu robicie? - zapytał ze zdziwieniem.
- Nic, gadam z moim chłopakiem. - odpowiedziałam.
- Jak to z chłopakiem?! - powiedział Tomek.
- No normalnie, Adam to mój chłopak. - oświadczyłam.
- Że co?! Ty jesteś moja!
- Od kiedy? - zdenerwował się Adam.
- Ja już tego nie wytrzymam! - powiedział Tomek i rzucił się na Adasia... Zaczęła się bitka. O mnie...


Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Pomimo niemiłego spotkania z Tomkiem czułam się całkiem dobrze. Cieszyłam się, że gdy przyjdę do szkoły zastanę
mojego kochanego chłopaka Adama i wszystko będzie jak dawniej. Jednak jedno nie dawało mi spokoju... Ta "niespodzianka", o której mówił. Co to miało niby znaczyć?! No, ale powiedział, że jutro się dowiem więc chyba nie ma się co martwić. Z tymi przemyśleniami zasnęłam.

5 marca - środa.
Obudził mnie głośny dźwięk budzika. Wstałam po 10 minutach, ubrałam się, umyłam i poszłam na przystanek. Po 20 minutach byłam już w szkole, zadowolona mimo wszystko, w końcu nie miałam się czym zamartwiać. Tak mi się przynajmniej wydawało. Patrzę i patrzę, ale Adasia nigdZie nie ma... A miałam taką nadzieję na romantyczną rozmowę z nim, na jakiegoś buziaka... A jego nie było. Ale może jeszcze przyjdzie! Nie traciłam nadziei.
Niestety, zadzwonił już dzwonek na 1 lekcję, a jego nie było. Już nie przyjdzie na pewno. On nigdy się nie spóźnia i zawsze przychodzi wcześnie. Czułam taką straszną pustkę, nie wiem czemu. W końcu to nie było nic strasznego, tylko kilka minut ze świadomością, że go dziś nie zobaczę. Jednak to zrobiło swoje. Czułam przeszywającą tęsknotę, ból...
Tęskniłam, tak po prostu - cholernie tęskniłam. Wchodzimy do klasy. Pierwsza lekcja - polski z naszą wychowawczynią. Pani wchodzi do klasy dziwnie się uśmiecha i zaczyna mówić:
- Dzień dobry kochani!
- Dzieeeeń dooobry.
- Mam dla was niespodziankę! Dzisiaj do naszej klasy dołączy nowy uczeń! - przerwała na chwilę i uśmiechnęła się. Ciekawe kto to taki... Tak w połowie semestru. Widać, że klasa była ciekawa, kto to taki tak samo jak ja. - Mam nadzieję, że przyjmiecie tą osobę bardzo miło.
- A kto to jest proszę pani? - zapytał jeden z tych klasowych idiotów.
- Zaraz go poznacie. - powiedziałam wychowawczyni nadal się uśmiechając.
- A więc chłopak? - zapytał mały kujonek w okularach.
- Tak, tak. Chłopak, ale dosyć już tych zgadywanek! On czeka z niecierpliwością, żeby was poznać. Zapytałam go czy zna kogoś z naszej klasy, wymieniłam nazwiska i okazało się, że zna jedną osobę z was, więc chyba nie będzie obcy. - powiedziała nauczycielka.
- Kogo zna? Kogo? - zapytało kilku chłopaków na raz.
- Madzię. - odpowiedziała wychowawczyni z uśmiechem. Mi natomiast nie było już tak do śmiechu. Jak to mnie? Spodziewałam się najgorszego. Co jeśli to... Tomek? Bałam się nawet o tym myśleć. Ale może to był ktoś z mojej byłej klasy... Nie wiadomo. Bałam się najgorszego. A co jeśli to Tomek?
Moje przemyślenia przerwał trzask drzwi do sali, to pani wychowawczyni wyszła z klasy, aby przyprowadzić nowego ucznia. Ja nie mogłam patrzeć, zakryłam twarz rękami i czekałam na to co wydarzy się dalej.
Nagle pani weszła do sali mówiąc:
- To jest Tomek. Wasz nowy kolega.

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
- Jak to nie pamiętasz mnie? Podobno tak mnie kochasz, że przepisałbyś się dla mnie do innej szkoły. - oznajmiłam z ironicznym uśmiechem na twarzy.
- Magda? Ta Magda?! Siostra koleżanki Marleny? - zapytał z wielkim zdziwieniem.
- Tak, to ja. Cześć Tomek. - on był takim idiotą, tak bardzo chciało mi się śmiać.
- O jejku! Nie poznałem! Na żywo jesteś taka piękna! Dużo piękniejsza niż na zdjęciach! - oznajmił z uśmiechem.
- Taaa... Dzięki. - on i te jego komplementy... Sztuczność nad sztucznościami! Żałosne...
- Nie spodziewałem się, że Cię tu spotkam.
- Haha, żartujesz? Przecież ja tu... mieszkam! A ty 10 km stąd... Więc to chyba ja powinnam się dziwić czemu tu jesteś. A propo... Czemu tu jesteś?
- Znów rodzice zostawili mnie u Marleny, a mnie nie chce się tam z nią siedzieć, więc postanowiłem się przejść. A ty?
- Ja wybrałam się na mały spacer, żeby trochę odpocząć od szkoły.
I gadaliśmy jeszcze z 15 minut, ale wydawało mi się jakby to trwało ponad godzinę. Już nie mogłam wytrzymać tej rozmowy, on strasznie działał mi na nerwy... Miałam go dość! Myślał, że jest idealny i, że może mieć każdą, ale ze mną nie będzie tak łatwo! Mam najlepszego chłopaka pod słońcem i nie zamienię go na żadnego innego!
Po tym kwadransie pożegnaliśmy się i każdy odszedł w swoją stronę. Po chwili jednak on podbiegł w moim kierunku, dogonił mnie, popatrzył na mnie i mówi:
- Dla mnie jesteś najwspanialsza kochanie! - powiedział.
- Co ty gada... - i nie zdążyłam dokończyć, bo chciał mnie pocałować, ale ja się nie dałam. Odepchnęłam go na bok i nie wytrzymałam... dałam mu w twarz. Tak po prostu. On popatrzył się na mnie krzywo, ale potem się uśmiechnął pocałował mnie w policzek i powiedział :
- Pa kochanie. A i jeszcze jedno! Mam dla ciebie niespodziankę! Jutro zobaczysz jaką- po czym odszedł.
Myślałam, że nie wytrzymam! Tak bardzo chciałam mu dać w tą ohydną twarz jeszcze raz, ale w ostatniej chwili zrezygnowałam. Uspokoiłam się trochę i zaczęłam wracać do domu. Ciekawe o co chodziło mu z tą "niespodzianką".... No mniejsza z tym.
Na szczęście jutro idzie się do szkoły, zobaczę mojego chłopaka i wszystko będzie dobrze. Zapomnę o Tomku i będę żyć normalnie, jak dawniej...


 

 
Nareszcie wszystko w moim życiu było dobrze. Miałam wspaniałego chłopaka, o jakim zawsze marzyłam, z rodzicami i rodzeństwem układało mi się dość dobrze, w szkole szło mi nieźle, a na koleżanki i kolegów też nie narzekałam. Wszystko było w porządku, ale wiedziałam, że długo tak nie będzie. Z resztą jak zwykle, gdy tylko jest dobrze coś zaczyna się walić... Normalka.

4 marca - wtorek
Po szkole postanowiłam wybrać się na spacerek. Było cieplutko, słońce świeciło, a na drodze leżało jeszcze trochę śniegu. Miałam znakomity humor! W końcu co mogło pójść źle na pięknym zimowym, samotnym spacerze? A jednak... Nagle zauważyłam, że podchodzi do mnie pewnien chłopak znałam go, chyba... Ale nie byłam pewna kto to. Podszedł bliżej. A tak, to ten Tomek! Pamiętam. Tak właściwie to go nie znałam. Widziałam go na żywo może ze 2 razy, ale nie zamieniliśmy ze sobą ani słowa.Ta dziwna "znajomość" z nim zaczęła się jeszcze w styczniu gdy moja siostra wybrała się na noc do koleżanki - Marleny. W tym samym czasie był tam też kuzyn Marleny - Tomek. Zaczęło się to tak, że koleżanka siostry zaczęła mówić o mnie niestworzone rzeczy: że jestem bardzo ładna, fajna, miła, zabawna... On wtedy poprosił o moje zdjęcie. Siostra pokazała mu jakieś zdjęcie na telefonie, ale jak to ona mówi "było mało wyraźne" więc Tomek zapytał czy mam facebooka, one odparły, że tak. Zobaczył zdjęcia, mówił, że faktycznie jestem ładna i powiedział im, żeby przekazały mi, abym napisała do niego na facebooku jeśli chce to będziemy razem chodzić, bo on ostatnio zerwał z dziewczyną i "przyda mu się nowa". Taką historię opowiedziała mi siostra i Marlena.
Tomek był w moim wieku, mieszkał w miejscowości oddalonej od mojej o ok. 10 km. Ja nie napisałam do niego nawet, bo uznałam, że za mało się znamy, aby ze sobą chodzić. Na drugi dzień od tego zdarzenia widziałam go w kościele. Wysoki, blondyn... Muszę przyznać, że zły nie był. Zastanawiałam się tylko, dlaczego akurat ja mu się spodobałam... Bol to strasznie dziwne. Potem gdy moja siostra była u Marleny kilkakrotnie i Tomek też tam był opowiadał im, że piszemy razem na facebooku itp. Haha, ja go nawet do znajomych nie zaprosiłam. Opowiadał im też, że na początku roku miał iść do tego gimnazjum co ja, ale ja jakoś w to nie wierzyłam... I coś tam wspominał, że może na następny rok przepisze sę tam dla mnie. Tak szczerze to ja w to nie wierzyłam, kolejny isiota, który myśli, że może mieć każdą dziewczynę. A ten numer z przepisywaniem się do innej szkoły niby dla mnie to tylko kiepski podryw...
Minęło może z 0,5 minuty, a Tomek był już blisko mnie.
- Cześć piękna, znamy się? - powiedział. Co on w ogóle sobie myśli, on mnie nie pamięta czy co? Może do każdej dziewczyny tak zarywa... O nie, ja nie pozwolę, żeby tak mnie traktował... Najpierw mówi, że dla mnie jest gotowy przepisać się do innego gimnazjum, a potem mnie nie poznaje gdy spotykamy się na ulicy?! To podejrzane... A może ja się mylę i to nie jest Tomek...? Nie, to na sto procent on! Poznaję po tych włosach!
- Cześć Tomek. - powiedziałam z uśmiechem, chciałam zobaczyć jak zareaguje, gdy zobaczy, że znam jego imię.
- Eee, znamy się? - zapytał niepewnie. Wiedziałam! Haha! Jak można być takim idiotą!


 

 
Po kilku minutach zaczął iść w moim kierunku. Nie powiem, trochę się stresowałam, ale próbowałam się opanować.
- Hej. Co tam u ciebie? - zapytał z uśmiechem. A ja myślałam, że zaraz dam mu w twarz za ten uśmiech...
- Cześć. - powiedziałam szorstko. - Jak Ci się podobała zabawa z Olką? - spytałam sarkastycznie.
- Coo? Jaka zabawa? Z Olką? - zapytał. Haha! Jaki on głupi. Myśli, że nie widziałam tego czy co?
- To wiesz dobrze o co chodzi. O te uściski, pocałunki... - przerwałam na chwilkę. - A jeszcze wczoraj mówiłeś, że mnie kochasz. I to mnie całowałeś, przytulałeś... Jesteś fałszywym dupkiem, idiot... - i nie skończyłam, bo przyciągnął mnie do siebie i... pocałował. Ja byłam na niego taka wściekła, a on mnie całował. Ale muszę przyznać, że byłam zadowolona, to był wspaniały pocałunek! Ale z drugiej strony, byłam taka zła. Nagle skończył.
- A wy co robicie? - zawołała Olka.
- My ? Nic. - odpowiedział stanowczo i spokojnie.
- Jak nic?! Ty ją całowałeś! Na moich oczach! Nie mów, że nie bo skłamiesz! Sama przecież widziałam!- krzyczała. Wydawało mi się, że zaraz sie rozpłacze.
- Nie przeczę, to prawda. Ale ja kocham ją i tylką ją. - powiedział i popatrzył mi w oczy. - Pamiętaj.
- Ale jak to?! Przecież przed chwilą... - zaczęła płakać. - Przed chwilą całowałeś mnie.
- Ale nic do Ciebie nie czułem nie czuję i czuć nie będę, chyba że nienawiść. A teraz idź już stąd. - powiedział. Olka odeszła - i całe szczęście. A ja byłam taka szczęśliwa, że powiedział jej przy mnie, że jej nie kocha! Nareszcie! Ale jednocześnie byłam taka wściekła na niego. Pierwsze całuje mnie, a na drugi dzień Olkę, potem znów mnie i mówi, że nie kocha Olki. To strasznie dziwne.
- Co to miało być? Ten pocałunek? O co chodzi z tobą i z Olką? Co to wszystko znaczy?! - nie wytrzymałam i zapytałam.
- Nic. Bo ja wczoraj widziałem przez okno jak ... Jak spacerujesz z jakimś chłopakiem. Nie wiem kim on był, ale to wyglądało jak...
- Ja?! Aaa.. To musiało być wtedy po szkole... No tak, ale to Hubert, kolega ze starej szkoły. Spotkałam go przypadkowo, postanowiliśmy pójść na spacer i pogadać, nic więcej. Ty myślałeś, że chodziłabym koło twojego domu z jakimś chłopakiem, z którym niby chodzę? - pokiwał głową przytakując. -Haha, no co ty! Ja kocham tylko Ciebie, rozumiesz? - nagle stało się coś dziwnego, na jego twarzy nie pojawił się uśmiech, lecz jego oczy zaczęły błyszczeć, popatrzył się w moje oczy i znów mnie pocałował.
- Dziękuję. - szepnął. Nie wiedziałam dokładnie za co dziękował, ale nie chciałam psuć tej pięknej chwili, więc nie pytałam.
 

 
- Muszę iść. Przepraszam. - powiedział nagle. Byłam trochę smutna, że odchodzi, ale nie dałam tego po sobie poznać.
- Okey, paa. Do jutra. A no i dziękuję.
- Za co ? - zapytał zdziwiony.
- Za wszystko. - powiedziałam, uśmiechnęłam się, podeszłam do niego i pocałowałam go w policzek.
- Nie ma za co. - uśmiechnął się i odszedł.

Cały dzień o nim myślałam, przypominałam sobie te niezwykłe chwile i marzyłam... Byłam ciekawa co będzie dalej. Miałam taką małą nadzieję, że skoro powiedział, że mnie kocha no to może zapyta czy chcę z nim być.
19 lutego - czwartek.
Było koło 7:40, siedziałam na ławce pod klasą i czekałam aż przyjdzie mój ukochany... Aaaa! <3 Może wreszcie poprosi mnie o chodzenie! Dobrze, że chociaż on też mnie kocha... : ) Nagle widzę go! Promieniałam wtedy z radości! Nie mogłam się powstrzymać! Na twarzy miałam uśmiech, oczy mi błyszczały, nie mogłam się po prostu doczekać, aż podejdzie do mnie i powie mi coś miłego!
Ale ku mojemu zdziwieniu nie podszedł do mnie, tylko do koleżanki stojącej pod ścianą... Ona kiedyś była moją przyjaciółką, ale teraz mam jej serdecznie dość. Strasznie działała mi na nerwy. To taka idiotka... A on gada z nią i gada... To już się robi dziwne. Ale nie obawiałam się, bo wiedziałam, że on mnie kocha! <3
Mija 10 minut, a on nadal z nią rozmawia, a na mnie w ogóle się nie popatrzył... To na prawdę dziwne. Nagle...
...zaczął ją całować... Tak przy wszystkich, na przerwie. Serce mi pękało... Nie zostało już z niego chyba nic... Czułam się tak okropnie... Jak on mógł mi zrobić coś takiego?! Jak?! Jeszcze wczoraj mówił, że mnie kocha, przytulał mnie, a nawet pocałował... A teraz?! Całuje się z moją byłą przyjaciółką! Nie, nie, nie..! To nie mogła być prawda. Próbowałam zachować spokój, przynajmniej na zewnątrz. A w środku aż się we mnie gotowało... Miałam ochotę podejść do tego idioty i dać mu w twarz... Problem w tym, że nadal go kochałam, nadal coś do niego czułam...
 

 
- No dobrze, chyba już czas Ci to powiedzieć. - nastała chwilowa cisza. Wydaje mi się, że szukał wtedy słów, które chciał wypowiedzieć. Ale co on chciał mi niby powiedzieć?! - Pamiętam jak dziś 1 września. Wtedy pierwszy raz Cię zobaczyłem i po praz pierwszy na poważnie... - tu przerwał. Widać było, że był bardzo zestresowany.
- Taak...? - zapytałam z ciekawością, ale i z lekkim strachem.
- No bo ... wtedy gdy pierwszy raz Cię zobaczyłem i po praz pierwszy na poważnie... się zakochałem. - przerwał, widać było mu strasznie ciężko to mówić. Ja byłam zaskoczona. Nie wiedziałam co mówić. On patrzył w ziemię, nie wiem z jakim celem, chyba się bał, tego co będzie dalej. Z resztą ja też. Jakie to zabawne, w sobotę "miłość" wyznał mi "kolega" z podstawówki, a teraz... on. Nie miałam pojęcia co powiedzieć. Po prostu mnie zatkało. Na szczęście on przerwał tą niezręczną ciszę. - Bo widzisz.. Ja zakochałem się w tobie od pierwszego wejrzenia. Jesteś taka piękna, masz takie ładne oczy, uśmiech, włosy, jesteś inteligentna, miła, przyjacielska i urocza. - uśmiechnął się. Widać, że było mu lżej, że zrzucił z siebie ten ciężar. A ja byłam pod wrażeniem. Jeszcze nie słyszałam, żeby ktoś wymienił tyle moich dobrych cech na raz, w jednym zdaniu. Byłam taka zadowolona!
Po chwilce usiadłam na ławce obok, zakryłam twarz rękami i nastała cisza. On usiadł przy mnie i zapytał:
- Coś się stało? Przepraszam, że się przyznałem, ale już dłużej nie mogłem...
- Nie, nie to nie oto chodzi. Nic się nie stało. Po prostu w tej chwili... - przerwałam. Po policzku spłynęła mi łza, on przejęty wyciągnął chusteczki, dał mi jedną i z ciekawością, ale i z wzruszeniem patrzył co powiem dalej. - Po prostu w tej chwili... spełniło się moje... - zatrzymałam się, aby otrzeć kolejne łzy. - ... największe marzenie. W tej chwili jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie... Pierwszy raz od 13 lat... - otarłam łzy. - jestem na prawdę szczęśliwa. - powiedziałam z płaczem. On uśmiechnął się i mnie mocno przytulił. Było mi wtedy tak dobrze... Wreszcie czułam się bezpieczna i ktoś mnie na prawdę kochał.
Minęło z 2 minuty, dopiero wtedy wypuścił mnie z objęć. Popatrzył na moją zapłakaną twarz i mnie pocałował... Byłam taka szczęśliwa! Nareszcie!
 

 
Minęła już ostatnia lekcja - biologia.
Praktycznie cały dzień spędziłam gapiąc się w te jego cudne brązowe oczy <3 Oczywiście odwzajemniał spojrzenia. Czekałam na koleżankę, która poszła do toalety, nagle podchodzi on i mówi:
- Cześć. Jak Ci minął dzisiejszy dzień?
- No cześć. Całkiem dobrze, tylko pogoda trochę brzydka, za dużo śniegu i tak ponuro.
- No tak. I ten okropny sprawdzian z matmy... Zrobiłaś 10 zadanie?
- Nie zrobiłam, strasznie trudne było. A z tego sprawdzianu to dostanę chyba 1.
- Nie no co ty! Na pewno będziesz mieć minimum 2.
I zaczęliśmy się śmiać.
Nagle przerwał ten śmiech, pogłaskał mnie po policzku i powiedział, że mam piękne oczy i cudowny uśmiech i, że w ogóle jestem piękna. Ja nie wiedziałam co mam powiedzieć, totalnie mnie zatkało:
- Jejku... Dziękuję. Ty też masz... piękne oczy i uśmiech i jesteś łady!
- Haha dobre. Ale nie ma za co.
I w tym momencie słowa nie grały już większej roli... Oboje staliśmy wpatrzeni w siebie, głęboko w oczy... On w moje brązowe oczy, a ja w jego - również brązowe. One były takie śliczne!
- Chciałbym Ci coś powiedzieć.
I nagle z ubikacji wyszła koleżanka, patrzyła się na nas trochę dziwnie, pewnie coś sobie ubzdurała... Z resztą jak zwykle. Ma chyba zbyt bujną wyobraźnię...
- Poczekaj w szatni, zaraz do ciebie przyjdę. - powiedziałam.
- Okej... - odpowiedziała. - Ładna byłaby z was para. - dorzuciła potem.
- Idź już lepiej! - powiedziałam trochę speszona.
Poszła.
- Przepraszam za nią. Jak zwykle gada jakieś głupoty... - wytłumaczyłam się.
- Spoko. Znam ją już trochę, więc mniej więcej wiem na co ją stać. Hehe.
I oboje zaczęliśmy się śmiać. Było tak pięknie!
- A właśnie, chciałeś mi coś powiedzieć...
- No tak faktycznie... Chciałem... No więc... - słychać i widać było, że ma trudności żeby się wysłowić... To było dziwne, ciekawe co chciał mi powiedzieć. Pewnie coś ważnego, skoro tak się stresował. Jeszcze nigdy nie widziałam go w takim stanie. Cały drżał, ręce mu się trzęsły i był strasznie blady. Co on chciał mi powiedzieć? Co się takiego stało?
 

 
Poniedziałek. 16 lutego.
- Wstawaj, bo spóźnisz się do szkoły! - zawołał mój tata... Oczywiście jak zwykle miło mnie powitał i kazał wstawać do szkoły. A mi się tak chciało spać... Ale pomyślałam sobie, że w szkole spotkam mojego kochanego skarba i wszystko będzie ok. Tej myśli próbowałam się trzymać. Zjadłam coś szybko, umyłam się i wyszłam z domu. Szłam na przystanek.
- No hej, co ty taka szczęśliwa? - spytała koleżanka. A ja co miałam odpowiedzieć? Może, że cieszę się, że wreszcie po weekendzie zobaczę mojego ukochanego, a no i, że dałam kosza tamtemu? Nieee.. Tego nie mogłam jej powiedzieć.
- Ja szczęśliwa? Hehe. Tak jakoś mi wesoło, mamy taką ładną pogodę i w ogóle. - odpowiedziałam.
- Ahaaa. - powiedziała, jakby trochę z niedowierzaniem, no ale... Mi było już wszystko jedno.
10 minut później wchodzimy do szkoły. Mówię "cześć" kilku znajomym i siadam na ławce z koleżanką. A jego nie ma... Jest 5 minut do dzwonka na lekcję, on dalej się nie pojawia....
- Nareszcie jest! - krzyknęłam. Koleżanka dziwnie się na mnie popatrzyła, ale mnie to nie obchodziło. Czułam się szczęśliwa, że go zobaczyłam. "Ciekawe co się dziś wydarzy?" zapytałam sama siebie w myślach. Oczywiście nikt mi nie odpowiedział, nawet ja sama nie chciałam sobie odpowiadać.
- Hej. - powiedział mój ukochany, zupełnie niespodziewanie. Nie wiedziałam co robić, zaczęłam myśleć o nim, ale szybko się ocknęłam.
- Heej. - powiedziałam.
Zaczęliśmy rozmawiać, coś tam o szkole, pogodzie takie tam nudy. Ale mi się to bardzo podobało! Mogłabym tak gadać z nim w nieskończoność! Nigdy wcześniej, nie myślałam, że tak dobrze będę się z nim dogadywać. Jejku jak ja go kocham! No wiem, nie jest idealny, ale ja ideału nie szukam, chcę kogoś przy kim będę na prawdę szczęśliwa! Z resztą ja sama mam sporo wad, no bo przecież nikt nie jest ideałem. Zadzwonił dzwonek na lekcję, wkrótce potem skończyliśmy rozmowę. On odszedł uśmiechając się do mnie cały czas, ja także się uśmiechnęłam.
Całą lekcję nie mogłam się skupić... Myślałam tylko on nim i o naszej rozmowie!
 

 
- Coo? Jak to... mnie kochasz? - krzyknęłam.
- No normalnie... Kocham Cię jak nikogo innego nigdy wcześniej! - i na chwilkę przerwał, przyszła kelnerka, przyniosła nam pizzę i soki, gdy odeszła kontynuował - No więc... Strasznie tęskniłem, nie mogłem już wytrzymać! Tak strasznie chciałem Cię spotkać! Kocham Cię! - no i chyba skończył, teraz była moja kolej... Tylko co ja miałam mu powiedzieć?! Że go nie kocham, mam go gdzieś?!
- Wiesz co... Ja... Ja muszę Ci to powiedzieć... No więc... Minęło jakieś 10 miesięcy, jak nie więcej... Ja nie mogłam czekać tyle, aż łaskawie się zlitujesz i no nie wiem... napiszesz, odezwiesz się... Masz rację, gdy Ci powiedziałam, że Cię kocham zachowywałeś się jak skończony idiota! Ja też mam się tak zachować? Pewnie, nie, prawda? Bo czułbyś się... odrzucony, złamałabym Ci serce? Taaa... W końcu wiedziałbyś jak mnie to bolało. - przerwałam, żeby złapać oddech. Nie było łatwo mówić mu tych rzeczy, ale kiedyś musiałam. Miałam już mu wygarnąć, ale na chwilę się zatrzymałam... Mogłam w końcu mieć chłopka, o którym marzyłam jeszcze jakieś 3 miesiące temu... Wtedy to on był moim marzeniem... Ale to przeszłość! - Ja... już Cię nie kocham! Przepraszam, ale to wszystko stało się za późno. Przykro mi. Poszłam do nowej szkoły i się zakochałam, we wspaniałym chłopaku. A ty... jesteś super, na pewno znajdziesz dziewczynę, a ja niestety Cię nie kocham i nie możemy być razem. Przepraszam. - przerwałam, aby ponownie złapać oddech. - A nawet gdybyśmy ze sobą chodzili to... Ja bym Cię nie kochała, nie byłabym wtedy szczęśliwa, z resztą ty też... Przepraszam, nie będę z Tobą kochając innego. - popatrzyłam się na niego i nie wytrzymałam - Cześć! - powiedziałam i wyszłam.
- A pizza? - powiedział ze łzami w oczach. Lecz mnie już tam nie było... Nie obchodził mnie zupełnie, miałam go gdzieś! W końcu on mnie tak kiedyś zranił... Byłam szczęśliwa! Nareszcie! Powiedziałam mu prosto z mostu, że go nie kocham. I dobrze się stało!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Minęliśmy starą podstawówkę, kilka sklepów i zatrzymaliśmy się przy pizzeri.
- Może zjemy pizzę? - zapytał zachęcająco.
- Okey. - odpowiedziałam niepewnie.
Usiedliśmy przy stoliku, on zamówił małą pizzę i dwa soki pomarańczowe.
- Wydaje mi się, że pora poważnie porozmawiać. - powiedział już dużo bardziej poważnie, stanowczo, na jego ustach nie gościł uśmiech, w oczach lśniły iskry. Ja nawet nie odpowiedziałam, bo byłam zajęta rozszyfrowywaniem jego wypowiedzi. - Posłuchaj, wtedy jakieś 10 miesięcy temu zachowałem się jak totalny dupek i idiota. Bardzo tego żałuję. Myślę o tym co noc i gdy sobie to przypominam jest mi źle, bardzo źle. Przepraszam, ale muszę zapytać, czy to przeze mnie poszłaś do innej szkoły? - zapytał.
- Nie no coś ty. Po prostu tak wyszło i tyle. - odpowiedziałam już dużo pewniej, mniej więcej wiedziałam o co mu chodzi więc się już tak nie bałam.
- To dobrze. Ulżyło mi.
I nastała niezręczna cisza. W jego oczach widziałam jednak zadowolenie, czy to dla tego, że powiedziałam, że to nie przez niego poszłam do innej szkoły.
- No i jak tam w tej nowej szkole? - zapytał wreszcie przerywając tą dziwną ciszę.
- Szkoła jest świetna! Na prawdę mi tam dobrze. - odpowiedziałam.
- No to cieszę się. - powiedział jakby z rezygnacją. Nie wiem o co mu chodziło...- Już nie wytrzymam! Muszę ci to powiedzieć! - odparł nagle po chwili ciszy. Byłam lekko zdziwiona, ale czekałam co będzie dalej...
- W takim razie mów. - powiedziałam.
- Widzimy się pierwszy raz od jakiś 8 miesięcy. Strasznie tęskniłem, nie mogłem bez ciebie wytrzymać. W kółko oglądałem klasowe zdjęcia i myślałam, jak wielką krzywdę ci zrobiłem nie odzywając się i cię omijając. Wiem jak się czułaś... Przepraszam cię za to bardzo. Posłuchaj... dopiero po twoim odejściu do nowej szkoły zrozumiałem jak bardzo... - i przerwał na chwilę. - jak bardzo... cię kocham!
I w tym momencie mnie zatkało. Serce biło jak szalone, nie wiedziałam co robić...
 

 
Walentynki. 14 lutego - sobota.
Obudziłam się, jak zwykle w weekend chyba koło 9. Ubrałam się, szybko coś zjadłam, umyłam zęby... Rodziców i rodzeństwa nie było w domu... Nie miałam pojęcia gdzie ich wywiało, ale się tym nie przejmowałam... Dzień zaczął się normalnie. Znów chodziłam uśmiechnięta i cała w skowronkach. <3 Nie mogłam się doczekać poniedziałku... Aby wreszcie pójść do szkoły, zobaczyć mojego ukochanego. Wiedziałam, że walentynki - dzień zakochanych spędzę samotnie, ale jakoś tak się tym nie przejmowałam. Około 11 wybrałam się spacerkiem do sklepu. W końcu były walentynki i trzeba było się zaopatrzyć w pudełko czekoladek Wyszłam ze sklepu i nie mogłam uwierzyć własnym oczom...
Stał przede mną chłopak, którego nie widziałam jakieś 8 miesięcy (ostatni raz chyba 28 czerwca - koniec roku szkolnego.
Jeszcze jakieś 3 miesiące temu byłam w nim cholernie zakochana... Około 10 miesięcy temu powiedziałam mu o swoim uczuciu... Zareagował... jak chłopak. Nie odzywał się do mnie i mnie unikał. Było mi wtedy z tego powodu bardzo przykro... Nie widziałam się z nim przez tyle czasu, bo poszłam do innej szkoły niż on. Było mi z tego powodu dobrze, chodź bałam się, żeby nie pomyślał sobie, że to przez niego. W nowej szkole nadal o nim myślałam... Nadal go kochałam... Lecz gdy poznawałam moją nową klasę coraz bardziej, okazało się, że jest w niej jeden wspaniały chłopak, nie miałam u niego szans, ale... tak mnie zauroczył, że wpadłam po uszy - znów się zakochałam <3 Było mi wtedy lżej na sercu... Nie musiałam pamiętać o przeszłości!).
- Cześć! - powiedział chłopak z uśmiechem.
- Czeeść. - odpowiedziałam cała drżąc.
- Co tam u ciebie, jak w nowej szkole?
- Dobrze... - powiedziałam.
- Co masz taką minę? Chodź przejdziemy się! Co ty na to? - zapytał zachęcająco.
- yy... no dobrze. - odpowiedziałam. Tak strasznie się bałam co będzie dalej...
 

 

No hej ^.^
Dodaję tutaj moje opowiadanka podzielone na części Mam skromną nadzieję, że wam się spodobają